Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusz. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2021

Don't cry - Bom

-Nie smuć się! Jest tutaj Park Bom!- mała dziewczynka podeszła do czarnowłosego chłopca.
-I co? Pieska nie ożywisz!- fuknął _____.
-Ale ja przy tobie będę!- wykrzyknęła dziewczynka.
Chłopczyk spojrzał na dziewczynkę o rok młodszą od niego, uśmiechając się do niej przez łzy.
-Obiecujesz, że nigdy nie umrzesz i zostaniesz przy mnie?
-Tak. Obiecuję. –wyciągnęła do niego mały paluszek, który splótł się z jego. Uśmiechnęli się do siebie szeroko. Dziewczynka przytuliła przyjaciela. Znali się od urodzenia i uwielbiali się ze sobą bawić. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Bawili się razem w dom, super bohaterów, a nawet urządzali koncerty, na których włączali ulubione piosenki, które Bom śpiewała przed pluszakami.
*****
Minęły lata, a Bom została zwerbowana do jednej z najpopularniejszych agencji, przez co ich drogi się rozeszły. Dziewczyna była zajęta próbami, a ich kontakt się urwał. W końcu zadebiutowała w grupie zwanej 2NE1, a _____ wspierał ją i cieszył się jej szczęściem. Czasami zastanawiał się czy pamięta obietnice złożoną mu w dzieciństwie. Nawet, jeśli nie, to nie miał jej tego za złe. Wtedy byli tylko dziećmi. Teraz on miał 26 lat, ona 25. Widywał ją tylko w ekranie telewizora. Uśmiechnięta robiła to, co kocha. Natomiast on ukończył studia magisterskie i założył własną firmę. Zaczął chodzić także na siłownie, przez co nabrał trochę masy. Czasami zastanawiał się, jakby na niego zareagowała Bom. Oj często o niej myślał. Była bardzo ważną częścią jego dzieciństwa.
*****
Pewnego dnia wybrał się na koncert 2NE1. Widział jak śpiewa piosenki z uśmiechem na twarzy. Zatęsknił za koncertami z dzieciństwa, kiedy śpiewała tylko dla niego.
Po koncercie udał się do klubu z karaoke, żeby się trochę napić po ciężkim weekendzie. Usiadł przy barze i zamówił coś do picia. Sala była prawie pusta. Kilka osób tańczyło na parkiecie, a reszta siedziała przy stolikach, popijając drinki.
-Dziewczyny, trzeba oblać udany koncert!- wykrzyknęła, wchodząca do klubu CL.
Reszta dziewczyn szła równie uśmiechnięta. 2NE1 usiadły koło _____ przy barze i zamówiły drinki. Chłopak upił duży łyk swojego, nie spuszczając wzroku z swojej przyjaciółki z dzieciństwa. W pewnym momencie ona również spojrzała w jego kierunku i skrzyżowała z nim spojrzenie. Uśmiechnął się do niej delikatnie. Na twarzy Bom najpierw malował się szok, następnie zachwyt, aż w końcu odwzajemniła jego uśmiech. Piosenkarka nie wytrzymała i podeszła do _____, wskoczyła mu w ramiona, a ten obrócił się z nią na rękach. Pozostałe dziewczyny patrzyły na nich w szoku, nie rozumiejąc, dlaczego Bom przytula tego przystojnego kolesia.
-____, co ty tutaj robisz?
-Jak to co? Byłem na waszym koncercie, a teraz odpoczywam po całym weekendzie.- chłopak postawił ją na ziemi.- Cieszę się, że spełniłaś swoje marzenia.
Dumny chłopak przybliżył się i musnął czoło Bom. Piosenkarka stała oszołomiona, wspominając czasy dzieciństwa. Przypomniała sobie złożoną w dzieciństwie obietnicę. Łzy podeszły jej do oczu, na wspomnienie słów:
-Ojej, nie płacz.- złapał ją za rękę.- Chodź.
Pociągnął ją delikatnie, w stronę pustej salki karaoke. Posadził ją na sofie, siadając obok niej i próbował rozśmieszyć. Udało mu się. Po chwili oboje płakali, tyle ze tym razem ze śmiechu.
W pewnym momencie Bom wstała z zamyśloną miną. _____ nie wiedział, co się stało, więc tylko patrzył na to, co robi. Dziewczyna podeszła maszyny, podłączyła mikrofon i włączyła piosenkę. Bom spojrzała na przyjaciela, uśmiechnęła się szeroko i z mikrofonem w ręku podeszła do niego bliżej, śpiewając (Don't cry):
Miłość wydaje się być czymś zmiennym
Zmienia się w chciwość
I pozostawia bolesne blizny
Ale pozwolę ci odejść
(proszę nie płacz)
Chyba nie byłam osobą dla ciebie
Nie potrafiłam wstrzymać
Głupiego serca które cię raniło
(proszę nie płacz)
Czarnowłosy siedział wpatrzony w śpiewającą dziewczynę. Poczuł się jakby znów byli małymi dziećmi.
To jest koniec dla nas obojga
Dopóki świat nie pozwoli nam na miłość
W porządku kochanie
Proszę nie płacz
Kiedy ta długa podróż
Dobiegnie końca
Pewnego dnia
Znów się spotkamy
W kolejnym życiu
Znów się zobaczymy
Każdego dnia oślepiała nas złość
Czemu wciąż ze sobą walczyliśmy
Płakałam co noc
(kochanie płakałam)
Te noce kiedy długo nie mogliśmy zasnąć
I które przepłakałam w samotności
(kochanie płakałam)
To jest koniec dla nas obojga
Dopóki świat nie pozwoli nam na miłość
Po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Bom usiadła obok niego. Delikatnie starła łzę z jego policzka i śpiewała dalej:
W porządku kochanie
Proszę nie płacz
Kiedy ta długa podróż
Dobiegnie końca
Pewnego dnia
Znów się spotkamy
W kolejnym życiu
Znów się zobaczymy
Czasami, kiedy zbiera mi się na płacz
Wspominam nasze piękne chwile
Wiec proszę nie krzywdź mnie już nigdy więcej
I proszę nie płacz
W porządku kochanie
Proszę nie płacz
Kiedy ta długa podróż
Dobiegnie końca
Pewnego dnia
Znów się spotkamy
W kolejnym życiu
Znów się zobaczymy
W porządku kochanie
Proszę nie płacz
Kiedy ta długa podróż
Dobiegnie końca
Pewnego dnia
Znów się spotkamy
W kolejnym życiu
Znów się zobaczymy
Gdy Bom skończyła śpiewać, pogładził jej policzek z czułością. Spojrzała mu w oczy.
-Zawsze lubiłem, gdy mi śpiewałaś w dzieciństwie.- powiedział z czułością. –Nie sądziłem, że się tutaj spotkamy.
Bom spontanicznie się do niego przytuliła, wstając z krzesła i stając między jego nogami.
-Widzę, że nadal jestem dobrą przytulanką.- powiedział rozbawiony jej reakcją.
-Nie wszystko zmienia się z czasem. Wciąż jesteśmy tacy sami.- uśmiechnęła się do niego.
-Tak!- posłał jej szeroki uśmiech- w związku z tym, że się spotkaliśmy… ja myślałem o tobie bardzo często oraz zastanawiałem się czy… no…
-Tak- odparła bez zastanowienia.
_____ spojrzał na nią zaskoczony.
-Ale przecież nie powiedziałem, o co mi chodzi.
Bom wydęła policzki zadziornie. Chłopak pstryknął palcem w jeden z nadętych policzków. Speszyła się i chciała się odsunąć, lecz chłopak jej na to nie pozwolił. Objął ją w tali, tak, że musiała usiąść na jego kolanach. Przybliżył twarz i pocałował ją delikatnie. Bom na chwilę wstrzymała oddech, by po chwili oddać buziaka. Wymieniali się delikatnymi pocałunkami, uśmiechając się do siebie szczęśliwi z ponownego spotkania.

20 marca 2020

Urodzinowy prezent – Jungkook

Zamyślona szłam ulicą i w pewnym momencie wpadłam na kogoś.
-Uważaj!
Upadłabym, gdyby chłopak, z którym się zderzyłam, mnie nie złapał. Podniosłam wzrok, aby zobaczyć na kogo wpadłam i przeprosić. Nie zrobiłam tego jednak, ponieważ oniemiałam. Zrobiło mi się głupio na widok osoby, na którą wpadłam. Był to Jungkook z BTS.
-Nic ci nie jest?- spytał, spoglądając spod zielono-czarnej czapki z daszkiem.
Wpatrywałam się w niego z rozwartymi ustami, aż w końcu wydukałam:
-Nic… przepraszam… za kłopot i dziękuję.
Jąkałam się lekko, mówiąc, co wywołało uśmiech na jego twarzy. Ukłoniłam się i szybko ulotniłam.
**********
Od tamtego razu nie spotkałam go więcej. Narzekałam sama na siebie, że przegapiłam taką okazję, żeby z nim pogadać. Dziś kolejny raz szłam tą samą ulicą do domu.
-Znowu chodzisz z głową w chmurach?- usłyszałam za sobą radosny głos.
Nie mogłam uwierzyć, że to on za mną stoi. Obróciłam się niepewnie, spoglądając na niego. Zaczerwieniłam się od razu i odwróciłam wzrok. Jego spojrzenie jak i uśmiech były stanowczo zbyt cudowne jak na moje serce, które jeszcze chwila, a wyskoczyłoby mi z piersi.
-Jestem Jungkook.- przedstawił się- Ale to pewnie wiesz.
-_____- wydukałam.
Zapadła między nami niezręczna cisza. Co chwila spoglądaliśmy na siebie i uśmiechaliśmy się głupio.
-Może się przejdziemy?- zaproponował Jungkook, przerywając ciszę.
-Pewnie.- odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
Chciałam go poznać. Był moim biasem. A widok iskierek w jego oczach, jeszcze bardziej mnie zaintrygował.
**********
O tamtej pory, zaczęliśmy spotykać się regularnie. Staliśmy się dobrymi przyjaciółmi.
Przynajmniej tak było z jego strony, bo ja chciałam czegoś więcej niż przyjaźni, choć zdawałam sobie sprawę, że tak się nie stanie. Próbowałam o nim zapomnieć, ale za każdym razem gdy dzwonił, poddawałam się i odbierałam.
**********
Pewnego dnia krzątałam się po kuchni, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam ujrzałam, uśmiechniętego od ucha do ucha Jungkook.
-Hej.- powiedziałam, wpuszczając go do środka.
-Cześć- przywitał się- Przepraszam, ostatnio byłem zajęty, ale takiej okazji nie mogłem przegapić.
-Jakiej okazji?- pytam zdziwiona.
Zmrużył powieki, lustrując mnie wzrokiem.
-Nie mów, że zapomniałaś o swoich urodzinach…
Zrobiłam zażenowaną minę, co nie uszło uwadze Jungkook.
-Odwróć się i nie podglądaj.
Zrobiłam co kazał, a po chwili usłyszałam dwukrotne trzaśnięcie drzwiami.
-Możesz się odwrócić.
Kiedy to uczyniłam, zobaczyłam Jungkook, trzymającego wielkiego pluszowego misia.
-Wszystkiego najlepszego!
Podziękowałam mu i zaproponowałam coś do picia.
Gdy krzątałam się po kuchni, cały czas czułam jego wzrok na sobie. Czułam się skrępowana, gdy kolejny raz przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie z szybka reakcją odwrócenia głowy.
-Proszę.- podałam mu szklankę z płynem.
Usiadłam obok niego na kanapie. Jungkook siedział zamyślony, wpatrując się w jakiś nieznany punkt. Był dziś jakiś taki dziwnie spięty. Odniosłam szklanki do zlewu i stanęłam naprzeciwko niego.
-W porządku?
Uniósł na mnie wzrok i kiwnął głowa na tak. Nie przekonało mnie to i dręczyłam go dalej, dopóki nie powiedział:
-Bo… bo ja mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę, tylko nie wiem czy ci się spodoba.
-No co ty, na pewno mi się spodoba.
-Nie wiesz, co to, więc skąd możesz wiedzieć?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Był dziwnie poważny.
-Znasz mnie, więc czym możesz się martwić?
-Czym?
Podszedł do mnie z lekkim wahaniem. Poczułam jego dłoń na policzku, a po chwili zakrył moje usta swoimi. Świat zawirował, a nogi miałam jak a waty. Dla bezpieczeństwa, zacisnęłam pięści na materiale bluzki, pod którym znajdowało się wyrzeźbione ciało.
-Kocham cię, _____-wyszeptał, przerywając pocałunek- I jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
-A nie mówiłam, że mi się twoja niespodzianka spodoba?- uśmiechnęłam się- Kocham cię, idioto.
Zdążyłam powiedzieć, nim jego usta znów złączyły się a moimi, w długim i namiętnym pocałunku.

25 stycznia 2020

Koncert - Leo

Stałam w kolejce fanek czekających, aż zostaną wpuszczone na salę koncertową. Długo zajęło mi zebranie się w sobie, aby przyjść na ten koncert. Bilety kupiłam od razu, ale nie byłam do końca pewna czy przyjdę. W końcu drzwi do sali zostały otwarte i zostaliśmy wpuszczeni. Byłam zdenerwowana. Minęło tyle czasu. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zmienił się. Kilka lat temu śmiałby się z grupką przyjaciół, idąc korytarzem liceum. Grałby w piłkę na szkolnym boisku, albo wpatrywał się w nieznany nikomu punkt z tym swoim uśmieszkiem na ustach. Dziewczyny go kochały, szczególnie, gdy śpiewał po lekcjach w salce muzycznej. Nawet nie pamiętam, kiedy z przyjaciela stał się dla mnie kimś więcej.
A potem został trainee. A następnie zadebiutował, jako główny wokalista. Skierowałam się pod samą scenę i usiadłam, nadal nie będąc pewna czy dobrze zrobiłam tu przychodząc. Mimo wszystko chciałam usłyszeć jego głos na żywo. Spojrzałam w bok, na dziewczynę, która wpatrywała się w scenę rozmarzona.
W pewnym momencie zgasły światła i można było usłyszeć piski fanek, gdy pojawili się na scenie. Sama westchnęłam na jego widok. Przystojny i tajemniczy Leo, zaczął śpiewać, a mnie przeszedł dreszcz zachwytu. Może i przybrał trochę mięśni, ale głos miał ten sam. Znalazłam się w transie, w którym byłam ja, Leo i jego głos. Odleciałam.
Pod koniec koncertu, uczucie euforii, ustąpiło miejsca smutkowi, który ogarnął mnie, gdy uświadomiłam sobie, że jestem tutaj jedną z wielu fanek. Tak jak one marzyłam, że śpiewa tylko dla mnie. Westchnęłam. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Wstałam z miejsca, gdy VIXX kończyli ostatnią piosenkę. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia.
******
Leo rozejrzał się po widowni, szukając wzrokiem pewnej osoby. Ujrzał jedno puste miejsce na widowni. Zamarł rozglądając się po sali, aż w końcu ujrzał znajomą sylwetkę, kierującą się w stronę wyjścia.
-_____- wyszeptał cicho jej imię, ignorując wrzaski fanek.
Ukłonił się razem z resztą zespołu i powoli zszedł ze sceny. Gdy znalazł się już za kulisami, ściągnął mikrofon, i podbiegł w stronę wyjścia. Wybiegł na parking i z daleka rozpoznał jej sylwetkę otwierającą przednie drzwi samochodu.
-______, czekaj!- krzyknął Leo.
******
Zastygłam w bezruchu słysząc jego głos. Czułam, że zaraz się rozpłaczę.
Poczułam dłoń na swoim ramieniu, która odwróciła mnie do niego przodem. Niepewnie podniosłam wzrok. Leo miał potargane włosy, a w jego oczach ujrzałam jakąś nadzieję. Tylko na co?
-_____- usłyszałam ponownie swoje imię.- Nie odchodź, proszę.
Nie odrywałam od niego wzroku, ledwo powstrzymując się, by go nie przytulić. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Jedna z nich spłynęła po moim policzku, ale prawie od razu została starta przez palce Leo.
-Szukałem cię.- wyszeptał - Gdy tylko zauważyłem, że nie ma cię przy mnie, poczułem pustkę w sercu. Rozpłynęłaś się. Zostawiłaś mnie. A ja zacząłem sobie uświadamiać jak bardzo mi cię brakuje. Jak bardzo cię kocham.
Nie byłam do końca pewna, czy ostatnie słowa sobie uroiłam, czy naprawdę je wypowiedział.
-Przepraszam.
-Nie masz, za co przepraszać. To ja byłem zbyt głupi, że pozwoliłem ci byś odeszła.
Odsunęłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. Podniosłam dłoń i z lekkim zawahaniem pogłaskałam go po policzku. Zamknął oczy, a gdy po chwili je otworzył, pochylił się nade mną. Zerknęłam na jego usta, które powoli zbliżały się do moich. Zamknęłam oczy i poczułam słodki smak jego warg. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, zachłanniej wpijając się w moje usta. Jęknęłam cichutko, zaciskając ręce na jego ramionach. Cieszyłam się w duchu, że jednak przyszłam na ten koncert.
Kiedy wreszcie się od siebie oderwaliśmy, oddychaliśmy ciężko.
-Nigdy więcej nie waż się ode mnie uciekać. – powiedział, opierając swoje czoło o moje.
Pokiwałam głową radośnie.
-Nie mam zamiaru. – uśmiechnęłam się, wtulając w jego tors.
Leo objął mnie mocno ramionami. Czułam się szczęśliwa.

10 października 2019

Kawa - Jin

Idąc do pracy weszłam do kawiarni, kupić swoją ulubioną kawę. Szłam, popijając ją, zamyślona. Bujając w obłokach, nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje wokół mnie. Do czasu…
-Przepraszam!- ktoś krzyknął, chwilę po tym jak mnie potrącił, wylewając kawę na mnie.
-O nie!
-Przepraszam, naprawdę przepraszam!- powtarzał w kółko chłopak, który spowodował całe to zamieszanie,.
-To już raczej nie zejdzie…- jęknęłam.
-Przepraszam!- słyszę jeszcze parę razy.
-Naprawdę nic się nie sta…- próbuję go uspokoić, jednak on mi przerywa.
-Ale jak to nic! Przecież jesteś cała mokra! Nie mogę pozwolić, żebyś się przeziębiła! Chodź!- łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą do najbliższego sklepu. -Kupię ci nową kawę i jakąś ładną bluzkę, żebyś nie musiała chodzić w tej mokrej.
-Ale ja tak nie mogę! Nawet cię nie znam!- próbuję się uwolnić z jego uścisku, jednak on tylko wzmacnia uścisk i odwraca się.
-Jestem Jin. To ci chyba wystarczy, prawda?- mówi z uśmiechem i dalej ciągnie mnie za sobą.
Po tych słowach w końcu dociera do mnie skąd go kojarzę. Jak mogłam go nie poznać?!
-I nie, nie puszczę cię.- jego głos przerywa moje rozmyślania.
-Ale dlaczego?- pytam, trochę poirytowana.
-Bo chyba mi się trochę podobasz.- odpowiada, spoglądając na mnie przez ramię.-Przymierz to.- podaje mi bluzkę i lekko popycha w stronę przymierzalni.
-Ja naprawdę nie powinnam…- próbuję zaprotestować, ale on tylko mocniej pcha mnie w stronę przymierzalni.
*****
-Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę.- szepczę do siebie, czekając na spotkanie przed drogą restauracją. A dokładniej na randkę.
-Witaj kochanie!- ktoś przytula mnie od tyłu.- Ślicznie wyglądasz.
Z lekkim uśmiechem na ustach, całuje mnie w rękę, czym sprawia, że czuję miły dreszczyk. Gdy się wyprostował, zlustrował mnie wzrokiem.
-Chodź, bo się spóźnimy!- mówi, obejmując mnie w talii i prowadząc do wnętrza lokalu.
-A mogę w ogóle wiedzieć jakie masz plany?- pytam.
-Wolałbym żeby to była niespodzianka.- uśmiecha się i puszcza do mnie oczko.-Mięliśmy umówiony stolik na 20:00 na nazwisko Kim Seokjin .- mówi Jin do kelnera.
-Proszę za mną.
-Gdzie idziemy?- pytam szeptem, zdenerwowana, widząc, że kelner prowadzi was w inną stronę niż powinien.
-Obiecałem ci, że to będzie wyjątkowy wieczór. Nie musisz się bać.- słyszę jego głos blisko mojego ucha, co wywołało u mnie kolejny dreszczyk.
-Zostawię już państwa samych.- mówi kelner, gdy stoimy przed jakimiś drzwiami.
-Chodź. Naprawdę nie ma się czego bać.- mówi Jin, widząc że zaniepokojona patrzę na odchodzącego kelnera.
Ściska mocno moją rękę i otwiera drzwi.
-O boże…- zaparło mi dech.
Jesteśmy na dachu, skąd widać całe miasto, a że jest już ciemno, widok jest tym bardziej zniewalający. Na środku stoi ładnie nakryty stół, z zapalonymi świecami, czekający, aby do niego usiąść i zacząć ucztę.
-Podoba ci się?
-Jest pięknie…- szepczę, ściskając mocniej jego rękę. Uśmiecha się radośnie i prowadzi mnie do stołu.
*****
-Smakowało?- pyta, gdy już jesteśmy po kolacji.
-Pyszne było.- odpowiadam z uśmiechem.
-I czego było się bać?- pyta znowu z szerokim uśmiechem.
Śmieje się. Jin tymczasem cały czas obserwuje mnie z lśniącymi oczami.
-To może dasz się namówić na następne spotkanie?- pyta.
Udaje, że się głęboko zastanawiam.
-Może.- mówię, żeby się z nim trochę podrażnić.
-Czyli zgadzasz się?
-Dlaczego nie.- odpowiadam i odwzajemniam uśmiech.
******
-Jesteś pewna?- pyta, gdy stoimy już pod moim domem.
-Tak, jestem pewna.
-Czyli pojutrze, mam przyjść tu na 17 i ty przygotujesz kolację, tak?
-Tak.- wywracam oczami, bo to już któryś raz, gdy zadaje to samo pytanie.
-W takim razie do zobaczenia księżniczko.- mówi i całuje mnie delikatnie w policzek. Następnie bez słowa się odwraca i odchodzi.
-Do zobaczenia.- szepczę, jednak zbyt cicho, aby Jin mógł usłyszeć. -Jednak dobrze, że dałam sobie tę szansę.- mówię cicho do siebie, dotykając miejsca, na którym wciąż czuję jego pocałunek.

15 sierpnia 2019

Ceremonia - CL

Siedział na niedużej kanapie, nerwowo przygryzając dolną wargę. Za dokładnie godzinę rozpocznie się najważniejsza w jego życiu uroczystość. Czekał na nią przez rok, codziennie opracowując każdy jej szczegół i w końcu nadchodziła ta chwila. Uśmiechnął się, poprawiając swój czarny garnitur i w pamięci mając pierwsze spotkanie.
*****
To był kolejny raz, kiedy zaspał na zajęcia. Nic nie mógł na to poradzić. Nauka, która zajmowała mu niemal całą noc, często kończyła się tym, że później spał przez pół dnia i się spóźniał. Skręcił w kolejną uliczkę, zbliżając się do swojej uczelni. Nagle poczuł uderzenie. Zdenerwowany spojrzał na osobę, na którą wpadł. Ujrzał blondwłosą dziewczynę, podnoszącą się z chodnika po upadku.
-Przepraszam nic ci nie jest?- zapytał ___, wyciągając do niej rękę.
Dziewczyna zerknęła na niego i zmarszczyła brwi.
-Nie, w porządku. Każdemu się zdarza.- odparła po chwili, cichym głosem.
-Przepraszam, spieszyłem się na zajęcia i nie zauważyłem cię. Przepraszam… – powiedział, wpatrując się w nią zakłopotany.
-Nic się nie stało.- w głosie dziewczyny nie słyszał złości.
-Jestem ___, a ty?
-Chaelin.- przedstawiła się blondwłosa.
-W takim razie miło cie poznać Chaelin, choć nie wiem czy okoliczności są tak do końca miłe. Co powiesz na kawę?
-Ja… z chęcią.- zawahała się z odpowiedzią.
Uśmiechnęła się szeroko, przyprawiając ___ o szybsze bicie serca.
*****
Uśmiechnął się na wspomnienie ich pierwszego spotkania. Spotkali się jeszcze kilka razy. Z czasem stali się dobrymi przyjaciółmi, często ze soba pisząc.
Wstał, podchodząc do ogromnego lustra i zerknął na swoje odbicie. Miał na sobie dobrze skrojony, czarny garnitur i spodnie wyprasowane na kant. Na stopach idealnie wypastowane czarne lakierki. Wyglądał idealnie. Ciche pukanie do drzwi, wyrwało go z zamyślenia. Odwrócił się, podchodząc do nich i otworzył.
-___! Już czas. – powiedziała jego matka, uśmiechając się do niego szeroko.
-Mamo! – przytulił rodzicielkę, odwzajemniając uśmiech.
-Pomyśleć, że to już dzisiaj. – szepnęła, czując jak łzy cisną się jej do oczu.
Jej syn był dla niej najważniejszy. Właśnie, dlatego dzisiejszy dzień był i dla niej tym najszczęśliwszym. Bo szczęście Hoya było też jej szczęściem.
-Ja też nie mogę w to uwierzyć. – spojrzał na rodzicielkę, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Mama odsunęła go od siebie, wycierając mokre od łez oczy.
-Chodźmy.- powiedziała, łapiąc go za rękę.
___ poszedł za nią długim korytarzem, czując jak serce mu przyspiesza. Zdenerwowanie znowu dawało o sobie znać.
-Spokojnie. Wszystko pójdzie tak jak trzeba. – mama poklepała go pokrzepiająco po ramieniu i odeszła w stronę ławek do reszty gości. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znajdowali się wszyscy goście. Przyjaciele, rodzina. Dość spora grupa. Kiedy rozbrzmiały pierwsze nuty melodii, zobaczył Chaelin wchodzącą do środka. Wyglądała cudownie w białej sukience, idealnie ułożonych włosach i czerwonym bukietem w delikatnych dłoniach. Uśmiechał się, patrząc na nią wzrokiem przepełnionym miłością. Wszystko inne zniknęło, goście, sala rozpłynęli się w powietrzu. Jedyne, co widział to blondwłosa dziewczyna w białej sukni. Nawet nie wiedział, kiedy stanęła obok niego, z uśmiechem pełnym szczęściem i miłością.
-Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć tych dwoje w związku małżeńskim… - zaczął kapłan, zerkając na nas.
Po chwili przeszedł do najważniejszej części tej ceremonii:
-Chaelin, czy bierzesz sobie za męża tego o to mężczyznę i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Będziesz z nim w bogactwie i w biedzie, w zdrowiu i chorobie i nie opuścisz go, aż do śmierci?
-Tak, przysięgam. – powiedziała Chaelin, nie odrywając wzroku od swojego ukochanego.
-A czy ty ___, bierzesz sobie za żonę ta oto kobietę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Będziesz z nim w bogactwie i w biedzie, w zdrowiu i chorobie i nie opuścisz jej, aż do śmierci?
-Tak, przysięgam. – odezwał się ___, czując jak za chwilę serce wyskoczy mu z piersi.
-Załóżcie obrączki.
Chaelin wyciągnęła rękę, chwytając za srebrną obrączkę ___ włożył ją na smukły palec ukochanej. Po chwili Chaelin zrobiła to samo.
-Na mocy nadanej mi prawa ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować. – zakończył.
___ chwycił Chaelin w ramiona, przyciągając go do siebie silnym ramieniem. Dziewczyna zaśmiała się, kładąc ręce na jego torsie.
-Kocham cię. – wyszeptał, pochylając się nad nią.
-Ja ciebie też. – odpowiedziała Chaelin i złączyła ich usta w pocałunku, wywołując tym głośne okrzyki i wiwaty zebranych na sali gości.

20 lipca 2019

Inspiracja – Daesung

Czas mija, a ja wciąż siedzę wpatrzona w ekran laptopa, nie mogąc nic wymyślić. Bez jakiejkolwiek inspiracji mam pustkę w głowie. Nic nie napiszę. Nic nie wymyślę. Po prostu nic.
Dostałam zlecenie na mniej więcej 50 odcinkową dramę. Romans kończący się tragedią. Tyle, że nie zostało mi dużo czasu, a mam za sobą dopiero 3 odcinek. I nie mam bladego pojęcia jak go dalej pociągnąć.
Z chęcią położyłabym się spać, ale nie mogę, w końcu drama sama się nie napisze.  Może gdyby inspiracja mnie nawiedziła…
*****
Nagle słyszę cichy szept i ciepły oddech na karku:
-____ ?
Przecieram oczy i odwracam się.
-Dae!- wtulam się w niego jak w misia - O której wróciłeś?
-Niedawno.- całuje mnie w policzek - Wołałem cię, a ty sobie słodko spałaś.
-Pewnie jesteś zmęczony po podróży. Zrobię ci coś do jedzenia.
Odsunęłam się od niego, ale ten z powrotem przyciągnął mnie do siebie. Otworzyłam buzie, żeby coś powiedzieć, ale zostałam ‘okrutnie’ uciszona. Jego pełne wargi muskały z początku moje usta. Później wraz z linią szczęki schodził z pocałunkami coraz niżej. Naprawdę… nie ma go całymi dniami, a teraz musi mnie tak męczyć. Potem nie będę mogła się skupić na pisaniu tej… Mam! Wymyśliłam!
-P-przepraszam Daesung…
Uciekłam mu i pognałam po mojego laptopa. Zaczęłam pisać. Nie mogłam tak po prostu zignorować weny. Tego się nie robi. Ona przychodzi i odchodzi, kiedy tylko chce. A ja nie pozwolę jej uciec.
-Jesteś okrutna.- powiedział cicho, stojąc w wejściu do pokoju.
Zerknęłam na niego kątem oka. Stał oparty o framugę drzwi i patrzył na mnie niezadowolony. Ja jednak nie mogłam pozwolić uciec temu pomysłowi. Musiałam się skupić na pisaniu. Daesung podszedł powoli do mnie i usiadł za mną, obejmując mnie w pasie. Jego ciepłe usta z wolna zaczęły muskać mój kark.
-I kto tu jest okrutny?- zerknęłam na niego i z powrotem wróciłam do pisania.
-Że niby ja?- odpowiedział, nie przerywając wykonywania poprzedniej czynności - Co ja takiego robię?
Wsunął jedną rękę pod moją koszulkę. Aaa… zaraz zwariuję.
-Sprawiasz, że nie mogę się skupić…- wyjąkałam i starałam się zwyczajnie nie zwracać na niego uwagi.
Naprawdę. Starałam się.
-To przestań.
-Nie mogę…
-No to trudno.
Powędrował dłońmi jeszcze głębiej pod koszulkę. Bez problemów rozpiął zapięcie mojego stanika i odpiął ramiączka. Odłożył części mojej bielizny na bok.
Muszę się skupić. Muszę się skupić. Muszę się skupić. Naprawdę muszę się skupić. Muszę to napisać.
Powstrzymywałam się, żeby z moich ust nie wyszedł żaden niepotrzebny jęk, kiedy Dae z wyczuciem masował moje piersi. Ja zaraz serio zwariuję. Jak on może mi coś takiego robić, gdy pracuję?! Ciekawe jak on by się czuł, gdybym wparowała mu na próbę i wylądowała z rękami w jego bokserkach… a może jednak to nie jest dobry pomysł. Zapewne przerwałby ćwiczenia, żeby zamknąć nas w jakiejś łazience czy schowku na miotły. Cholera. Jęknęłam, gdy poczułam jego ręce wędrujące wprost do moich majtek.
-Nie przeszkadzaj sobie.- zaśmiał się, drążąc mnie dalej.
Próbowałam się uspokoić, ale… jego dotyk sprawiał, że przechodziły mnie delikatne dreszcze. Doprowadzał mnie do szaleństwa. Przy nim po prostu nie da się skupić. Odsunęłam jego ręce od siebie, tylko po to, by usiąść mu okrakiem na kolanach. Na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech. Zapewne był dumny z tego, do czego mnie doprowadził. Usta Daesung wędrowały wzdłuż szyi, tam i powrotem, by po chwili złączyć nasze usta w chaotycznym pocałunku. Zaczepnie siłowaliśmy się językami. Moje serce przyśpieszyło, jakby chciało wyskoczyć. Fala rozkoszy całkowicie mną zawładnęła. Oboje zaczęliśmy zrywać z siebie ubrania, by jak najszybciej się do siebie dobrać.
Kochaliśmy się w pełni namiętności i pasji. Powietrze było wypełnione seksem. Jego plecy przecinały czerwone pasy, które powstawały przez moje paznokcie z każdym jego mocniejszym i głębszym pchnięciem. Tonęłam w rozkoszy. Moje jęki rozchodziły się po całym domu. Nasze ciała były jednością. Jego ciepły oddech owiewał moją szyję, wywołując jeszcze większe podniecenie. Dodatkowo pieścił moje ciało dłońmi wywołując kolejne fale rozkoszy.
Straciłam poczucie czasu.
Jedno po drugim osiągnęliśmy szczyt. W tym momencie zapomniałam, co się działo wcześniej. Liczyła się tylko ta chwila. Tylko my. Nasze spocone ciała przylegały do siebie. Zdyszane oddechy wypełniały cisze. Kołatające serca powoli się uspokajały. Daesung zagarnął mnie w swoje umięśnione, męskie ramiona. Wtuliłam się w niego powoli uspokajając oddech. Tęskniłam za jego bliskością, głosem i ciałem.

08 czerwca 2019

Urodzinowy prezent – B.I

Z dedykacją dla Kyane.

Zamyślona wracałam wieczorem od koleżanki do domu. W pewnym momencie poczułam, że wpadłam na kogoś.
-Uważaj! - usłyszałam.
Upadłabym, gdyby chłopak, z którym się zderzyłam, mnie nie złapał. Podniosłam wzrok, aby zobaczyć, na kogo wpadłam i przeprosić. Nie zrobiłam tego jednak. Zrobiło mi się głupio na widok osoby, na którą wpadłam. Był to B.I z IKON.
-Nic ci nie jest?- spytał, spoglądając spod zielono-czarnej czapki z daszkiem.
Wpatrywałam się w niego z rozwartymi ustami, aż w końcu wydukałam:
-Nic… przepraszam… za kłopot i dziękuję. - jąkałam się lekko, mówiąc, co wywołało lekki uśmiech na jego twarzy.
Ukłoniłam się i szybko ulotniłam.
************
Dziś kolejny raz szłam tą samą ulicą do domu. Od tamtego wieczoru nie spotkałam go więcej. Narzekałam sama na siebie, że przegapiłam taką okazję, żeby z nim pogadać.
-Znowu chodzisz z głową w chmurach?- usłyszałam za sobą radosny głos.
Nie mogłam uwierzyć, że to on za mną stoi. Obróciłam się niepewnie, spoglądając na niego. Zaczerwieniłam się od razu i odwróciłam wzrok. Jego spojrzenie jak i uśmiech były stanowczo zbyt cudowne jak na moje serce, które jeszcze chwila, a wyskoczyłoby mi z piersi.
-Jestem Hanbin. - przedstawił się - Ale to pewnie wiesz.
-_____- wydukałam.
Zapadła między nami niezręczna cisza. Co chwila spoglądaliśmy na siebie i uśmiechaliśmy się głupio.
-Może się przejdziemy?- zaproponował B.I, przerywając ciszę.
-Pewnie.- odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
O tamtej pory, zaczęliśmy spotykać się regularnie. Staliśmy się dobrymi przyjaciółmi.
************
Krzątałam się po kuchni, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam ujrzałam, uśmiechniętego od ucha do ucha B.I.
-Hej.- powiedziałam, wpuszczając go do środka.
-Cześć.- przywitał się- Przepraszam, że się nie odzywałem, ostatnio byłem bardzo zajęty przygotowaniami do comebacku, ale z takiej okazji nie mogłem nie wpaść.
-Jakiej okazji?- spytałam zdziwiona, unosząc jedną brew.
Zmrużył powieki, lustrując mnie dziwnym wzrokiem.
-Nie mów, że zapomniałaś o swoich urodzinach…
Zrobiłam zażenowaną minę, co nie uszło uwadze B.I, który ze śmiechem pokręcił głową.
-Zamknij oczy i nie podglądaj.
Zrobiłam, co kazał, a po chwili poczułam coś chłodnego na szyi.
-Wszystkiego najlepszego!
Uśmiechnęłam się do Hanbina i spojrzałam na dół. Rozczuliłam się na widok niebieskiego motylka. Podziękowałam mu i przytuliłam. Zaproponowałam, że zrobię mu coś chłodnego do picia. Gdy krzątałam się po kuchni, cały czas czułam jego wzrok na sobie. Czułam się skrępowana, gdyż to nie pierwszy raz, kiedy przyłapałam go na wpatrywaniu się we mnie z szybka reakcją odwrócenia głowy.
-Proszę.- podałam mu szklankę i talerzyk z babeczką, którą przed chwilą wyjęłam z piekarnika.
Usiadłam obok niego na kanapie. Hanbin siedział zamyślony, wpatrując się w jakiś nieznany mi punkt. Był teraz jakoś taki dziwnie spięty.
-W porządku?
Uniósł na mnie wzrok i kiwnął głowa na tak z uśmiechem, który wydawał mi się nieszczery. Nie przekonało mnie tym i dręczyłam go dalej, dopóki nie powiedział:
-Bo… bo ja mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę, tylko nie wiem czy ci się spodoba.
-No, co ty, na pewno mi się spodoba.- odparłam radośnie.
-Nie wiesz, co to, więc skąd możesz wiedzieć?
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Był dziwnie poważny.
-Znasz mnie, więc czym możesz się martwić?
-Czym?
Odwrócił się do mnie z lekkim wahaniem. Poczułam jego dłoń na policzku, a po chwili zakrył moje usta swoimi. Lekko zdziwiona oddałam pocałunek.
-Kocham cię, _____-wyszeptał, przerywając pocałunek- I jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
-A nie mówiłam, że mi się twoja niespodzianka spodoba?- uśmiechnęłam się do niego- Kocham cię, idioto.
Zdążyłam jeszcze to powiedzieć, nim jego usta znów złączyły się a moimi, w długim i namiętnym pocałunku.

01 czerwca 2019

Wakacje - Mino


Z dedykacją dla Kyane.

Byłam na zakupach z Mino. Za dwa dni mieliśmy lecieć do Japonii na krótkie wakacje. Nie mogłam się doczekać tego wyjazdu. Zdążyłam już przymierzyć kilka letnich sukienek, ale przy ściąganiu ostatniej zaciął się zamek. Po kilku próbach zmuszona zostałam by poprosić o pomoc Mino. Wychyliłam się lekko za kotary i przywołałam go ręką. Chłopak wszedł do kabiny bez wahania i pomógł mi z zapiciem. Gdy zamek puścił sukienka zsunęła się po moim ciele. Na całe szczęście tylko trochę, bo chyba zapadłabym się pod ziemię ze wstydu. Mino przejechał dłońmi po moich ramionach, po czym objął mnie w pasie. Czułam jego oddech na szyi, który po chwili zastąpiły motyle pocałunki. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu lepszy dostęp do mojej szyi. Błogo czułam się w jego ramionach.
Po chwili Mino odwrócił mnie do siebie przodem. Podciągnęłam do góry sukienkę, która pod wpływem tego ruchu osunęła się zbyt nisko. Czułam na sobie intensywny wzrok chłopaka.
- Mino - pstryknęłam go lekko w nos – Tu mam oczy. – wskazałam je palcami.
-Wiem. – uśmiechnął się zawadiacko. – Po prostu nie mogę się doczekać naszego wyjazdu.
-A co to ma wspól…
Przerwał mi, łącząc nasze usta. Oddałam pocałunek, w którym można było wyczuć pożądanie. Przez kilka minut zapomnieliśmy o otaczającym nas świecie, całując się namiętnie.
W końcu Mino przerwał pocałunek, cmoknął mnie ostatni raz w usta i wyszedł zasuwając za sobą kotarę. Oparłam się o ściankę z uśmiechem. Zapowiadały się cudowne wakacje.


30 maja 2019

Szkoła muzyczna - June



Z dedykacją dla Kyane.

Pchnęłam lekko drzwi i weszłam do sali witając się z dzieciakami. Usiadłam przy swoim biurku, sprawdziłam obecność i kazałam wyjąć im teksty piosenek, które ostatnio ćwiczyliśmy na moich zajęciach. Zbliżał się koniec roku, więc każda klasa musiała przygotować występ na akademie. Dyrektorka ogłosiła również, że na akademii pojawią się „goście specjalni”. Ta informacja wywołała ekscytacje wśród uczniów, którzy co przerwę dyskutowali, jaki to idol ich odwiedzi.
**********
W dniu występów wszystko szło jak w zegarku. Dzieciaki naprawdę się postarały. W takich chwilach czułam się dumna, że mogę pomagać im rozwijać swoje pasje i umiejętności.
W pewnej chwili trzasnęły drzwi i podniosły się głosy. Kilka dziewczyn zaczęło nawet piszczeć. Uśmiechnęłam się pod nosem – nastolatki. Zespół wyszedł na środek, przedstawił się a następnie zaśpiewał kilka swoich piosenek, a gdy zabrzmiały pierwsze takty „Love scenario” IKON poprosili, aby uczniowie śpiewali razem z nimi. Uśmiechnęłam się na widok rozradowanych twarzy dzieciaków. Śpiewałam razem z nimi. Potem IKON porozmawiali jeszcze trochę z uczniami. Było całkiem przyjemnie, choć nie obyło się bez kilku głupich pytań, ale zespół świetnie sobie z nimi poradził.
Gdy akademia dobiegła końca, a z sali powynoszono już cały sprzęt, poszłam do swojej salki spakować gitarę do pokrowca i kilka innych rzeczy. Na moje nieszczęście wychodząc z sali zahaczyłam o coś paskiem od gitary, przez co zachwiałam się niebezpiecznie. Prawdopodobnie bym upadła, gdyby nie czyjeś ramiona, które podtrzymały mnie w pionie. Gdy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z wokalistą IKON. June uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Dziękuję.- odwzajemniłam uśmiech.
- To zaszczyt móc uratować piękną noonę z opresji.- zaśmiał się.
Pokręciłam głową rozbawiona jego słowami.
- Czy w ramach podziękowania za uratowanie przed upadkiem pójdziesz ze mną na kawę?
- Z przyjemnością. – odparłam, nie mogąc przestać się uśmiechać.
Po moich słowach June założył sobie gitarę na ramię. Zaprowadziłam go do mojej salki, którą zdążył dokładnie obejrzeć, kiedy pakowałam swoje rzeczy. Gdy skończyłam, podał mi swoje ramię, które z chęcią przyjęłam i podążyliśmy do pobliskiej kawiarni.
Chyba nigdy nie podejrzewałabym, że ten dzień potoczy się w taki sposób.