Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

03 sierpnia 2018

Wysysacz dusz cz.2

Nie poczuł jednak zimna. Stwierdził także, że może swobodnie poruszać mięśniami. Cała rezygnacja zniknęła i włączył się instynkt obronny. Wykonał gwałtowny obrót, łapiąc nieznajomego za rękę i przyciągając do siebie plecami. Przyłożył mu nóż do gardła. Gdy już miał przeciąć gardło, zorientował się, że trzyma około dwudziestoletnią dziewczynę. Przyjrzawszy się jej, zobaczył, że ma prawie równie czarne oczy jak on.
Wypuścił ją ze swojego uścisku i schował sztylet za pas. Dziewczyna oddaliła się od niego na chwiejnych nogach, uspokajając oddech.
-Ledwo, co tutaj przyjechałeś, a już napadasz na tutejszą dziewczynę.- odezwała się zadziornym głosem.
Jej reakcja go zaskoczyła. Wiedział jednak, że to trochę jego wina. Nie powinien jej tak ostro traktować.
-A ty nie wiesz, że nie zachodzi się ludzi od tyłu.- odgryzłam się jej. -Mogłem ci odciąć łeb, głupia.
Skrzywiła się niezadowolona, choć wiedziała, że mam racje.
-Czego tu szukasz?- spytała, mierząc mnie przenikliwym wzrokiem z góry na dół.- Nie jesteś stąd.
-Mam robotę do wykonania.- oznajmiłem sucho.
Nie miałem zamiaru dłużej zwlekać. Magru na pewno zaczął już, pochłaniać magiczną esencje, przygotowując się do pożywienia się duszą ofiary.
-Zmykaj stąd.- powiedział głosem nie przyjmującym sprzeciwu- Za chwilę może się zrobić nieprzyjemnie.
Zobaczył, że podziałało. Dziewczyna spojrzała na niego zlęknionym wzrokiem i umknęła w pobliskie drzewa. Nie oglądając się za nią, ruszył w stronę zamczyska.
Gdy wszedł przez rozwalone wrota, jego krew zaczęła buzować. Od razu wiedział, że jest na miejscu. Zaczął krążyć po korytarzach, idąc tam gdzie prowadził go instynkt. Poczuł przyjemny przypływ adrenaliny. Teraz na pewno go dopadnie. Poprawił ostatni raz swój sprzęt.
Wychylił się zza ściany.
Najpierw wyczuł, a później zobaczył krew. Ludzka krew. Płynęła wąskim strumieniem po podłodze sali. Trójka Magru latała w około dwójki młodych ludzi. Odprawiali rytuał. Pomiędzy Magru a dzieciakami przeskakiwały coraz to większy iskierki mocy, które białasy pochłaniały.
Zaczekał jeszcze chwile, aby stworzenia skupiły całą swoją uwagę na nastolatkach. I pognał w ich stronę.
Teraz ich miał.
Podanych jak na tacy.
Nik zwinnie przeskoczył strumyk krwi. Od Magru śmierdziało mieszanką pleśni i gnijącej skóry. Starał się nie robić hałasu, by nie zauważyły go jak najdłużej. Gdy dotarł już wystarczająco blisko pierwszego z nich, pchnął sztyletem w poprzek długiej szyi, odcinając ją. Coś, co wyglądem miało przypominać głowę, poturlało się po podłodze. Serce waliło mu w szaleńczym rytmie. Wiedział, że najgorsze ma przed sobą, bo tylko ten z pozoru najmniejszy Magru, potrafił się przemieniać, przywoływać chimery i obezwładniać ludzi. Był najgroźniejszy.
Pozostałe dwa odwróciły się do Nika przodem, wydały z siebie przeraźliwy dźwięk przypominający krzyk i rzuciły się na niego, otwierając paszcze szeroko, chcąc wyssać jego esencje.
Uśmiechnął się kpiąco. Pociągnął za spust i strzelił jednemu z nich prosto w głowę, która rozprysła się na miliony kawałeczków. Reszta ciała opadłą bezwładnie na podłogę.
Najmniejszy z nich zdążył jednak zbliżyć się do niego na tyle, aby świat Nik zaczął rozmazywać się mu przed oczami. Magru nie mógł wyssać jego duszy. Przed jego zimną ręką chronił go naszyjnik, wytwarzający coś na rodzaj pola ochronnego.  Ale i tak musiał zebrać wszystkie siły, by unieść rewolwer. Mrużył oczy, starając się, choć przez chwilę dojrzeć sylwetkę napastnika.
To nie nastąpiło. Widział tylko szare plamy. To była jedna z umiejętności Magru. Kolejną zaletą był fakt, że są białe, przez co mieszały się z otaczającą ich szarością.
Nik jednak po chwili usłyszał pisk, dobiegający z gardła Magru. Świat przed nim zaczął powoli nabierać ostrości. Musiał się śpieszyć, nim ten znów zmąci mu wzrok. Drugi raz tego dnia pociągnął za spust. Trafił dokładnie miedzy oczy. Bezwładne ciało, opadło na parkiet, bez najmniejszego hałasu. Zaczęło czernieć.
Rozejrzał się po sali.
Z pozostałych dwóch ciał, leżących nieopodal, nie pozostało praktycznie nic po za kupkami popiołu. Ciała dwojga nastolatków, leżały w kałuży krwi. Było dla nich za późno. Nie miał, żadnych złudzeń. Z daleka mógł powiedzieć, że nie żyją. Pierwszy odszedł chłopak. Najprawdopodobniej próbował się bronić, gdyż miał podłużne rany wzdłuż ciała, z których to sączyła się krew. Dziewczyna może i miałaby szanse na przeżycie, gdyby nie fakt, że Magru zdążyły wyssać jej pół twarzy. Nik wiedział, że nie miała już duszy.
To był koniec jego roboty.
Odwrócił się w stronę wyjścia i zamarł. W przejściu stała ta sama dziewczyna, którą spotkał przed zamkiem. Trzymała w ręku sztylet, którym zabił pierwszego, Magru. Miała wybałuszone oczy z wrażenia. Takiego widoku nie można zobaczyć w żadnym horrorze. Nawet najlepszej produkcji. Większość, z ludzi po takim wydarzeniu mdlała, wrzeszczała i tym podobne rzeczy. A dziewczyna stała, oddychając spokojnie.
Podszedł do niej powolnym krokiem. Podniosła na niego wzrok. W jej oczach nie było strachu czy przerażenia. Tylko spokój. I odrobina wstrętu. Wyciągnął z jej rąk sztylet. Włożył go sobie za pas.
-Wszystko dobrze?- spytał, oglądając ją z góry na dół, tak jak ona zrobiła to przed zamkiem. Jej czarne spodnie i niebieska koszulka, były pokryte popiołkami z Magru. Po za tym chyba nic jej nie było.
Skinęła powoli głową w odpowiedzi. Wskazał ręką wyjście, a dziewczyna zrozumiawszy, o co chodzi, wyszła razem z nim na podwórko. Wyjął z auta telefon i zadzwonił do przełożonego, aby przysłał mu ekipę sprzątającą. Nie mógł zostawić najmniejszych śladów po walce. Wystarczył mu fakt, że ma na głowie tą dziewczynę.
-Jak masz na imię?- spytał.
-Klara.- odparła hardo, patrząc mu prosto w oczy.
Nik uśmiechnął się pod nosem do siebie. Była porywcza i nieposłuszna. Tak bardzo przypominała mu jego samego. Może jeszcze będzie z niej pożytek.

07 czerwca 2018

Wysysacz dusz cz.1

Chłodny jesienny wieczór w miasteczku Stolen. Świat pokrywał się czerwienią zachodzącego słońca. Od kilku dni pogoda zaczęła się pogarszać. Ciągle padało, a wiatr porywał parasole. Nic nie wskazywało na to, że ma się to zmienić.
Basia szła ścieżką w pobliżu jeziora. Ubrana była w dżinsy, bokserkę i koszulkę na ramię. Rozpuszczone, długie, czarne włosy ocieplały jej ramiona. Wypatrywała Maćka. Zależało jej na nim. Nie wyobrażała sobie bez niego życia. Zawsze był przy niej. Od samego początku. Mogła polegać na starszym koledze z zielonymi oczami.
Umówiła się z nim na tej ścieżce, prowadzącej do lasu nad jeziorem. Maciek jednak się spóźniał. Nie wiedziała, dlaczego. Może coś mu wypadło. Wiedziała, że jego mama jest ciężko chora, ale zawsze dzwonił, że nie może przyjść.
Gdy miała już odchodzić, usłyszała szuranie za sobą. Odwróciła się i ujrzała małą, około ośmioletnią dziewczynkę. Szła prosto w jej stronę, nie spuszczając z Basi wzroku.
Zatrzymała się tuż przed dziewczyną. Uśmiechnęła się i wyciągnęła w jej stronę małe rączki.
-Pobawimy się?- zapytała, zadzierając głowę do góry, dziwnie nienaturalnym głosem.
Dopiero z bliska Basia zauważyła, że ma okropnie bladą skórę. Ale najgorsze były oczy dziewczynki. Z daleka wydawało się, że są szare. Ale teraz widziała dokładnie. Białe gałki oczne. Bez źrenic.
Wydawała się taka pusta.
Nienaturalna.
Ale ten uśmiech. Taki słodki. Basia nie mogła go nie odwzajemnić i przestać wpatrywać się w jej oczy. Coś w tym uśmiechu ją przyciągało. Poczuła jak przechodzi ją dreszcz. Ciało ogarnęła niemoc. Świat zaczął się rozmazywać.
Jedyne, co widziała to białe oczy dziewczynki.
************
Czarne BMW z przyciemnianymi szybami, jechało przez opustoszałe uliczki z niedopuszczalną prędkością. Kierowca nie przejmował się tym jednak. Nik wiedział, że jeśli chce ich złapać musi się śpieszyć. Odczyt na radarze mógł w każdej chwili zniknąć. Nie spuszczając drogi z oczu, włączył głośnik w komórce i wybrał numer do przełożonego.
-Masz go?- dobiegł niski głos z komórki.
-Jeszcze nie.- odpowiedział- Porusza się z niesamowitą prędkością. To może być tylko Magru.
-Szlak.- zaklnął pod nosem Kare- W którą stronę się przemieszcza?
-Na południowy zachód.
-Zmierza najprawdopodobniej do ruin zamku w Merk.
-Jesteś pewny?- zapytałem, nie do końca pewny.
-W pobliżu kilkuset kilometrów nie ma żadnego innego miejsca, w którym byłoby, choć odrobina starożytnych mocy.
-Mam nadzieje, że zdążę na czas.- mruknąłem przygnębiony.
Miałem już dość. Od pięciu dni jeżdżę za tym Magru, a gdy jestem już naprawdę blisko, znika mi z odczytu. To było już czwarte pojawienie się, ale tym razem było naprawdę silne. Odczynniki wariowały. To była ostatnia szansa, aby go złapać nim się przeobrazi. Jeśli tego nie zrobi, zrobi się nieciekawie.
-Spokojnie, Nik.- słyszalny głos z komórki był cichy.- Bierz go.- roześmiał się.
-Nie kpij, Kare.- mruknąłem i rozłączyłem się.
Sprawa zrobiła się naprawdę poważna.
Ostatnim razem, gdy już dorwał dwóch skurczybyków, ostatni zostawił po sobie strażników i zwiał. Dwie małe chimery. Po ich pazurach zostały Nikowi dwie nowe blizny do kolekcji. Jedna na policzku, a druga na ramieniu. Można powiedzieć, że stworzyły już całkiem sporą kolekcje.
Ludzie z branży zwykli nazywać go Drapieżny Nik. Był prawie dwumetrowym facetem w wieku 28 lat. Można powiedzieć, że jego czarne jak noc oczy odzwierciedlały jego charakter. Małomówny i gburowaty mężczyzna z wybuchowym temperamentem. Ubrany cały na czarno, wjechał z piskiem opon na polną dróżkę. W oddali widać już było ruiny starego zamczyska. W oddali paru mil nie było widać żadnego żywego stworzenia. Zamek otaczał stary las.
Cicho i upiornie.
Gdy tylko się zatrzymał, wyskoczył z auta, łapiąc za naładowany srebrnymi pociskami rewolwer. Sprawdził zapięcie pasków na ramionach i zawartość kieszeni, w których znajdowały się wszelkiego rodzaju substancje i pudełeczko z czystego srebra. Było ono jednak drogie i trudno dostępne.
Tylko czyste srebro potrafiło zrobić krzywdę Magru. Wystarczyło zetknięcie z ciałem białasa, aby jego skóra zaczęła czernieć, a na koniec skruszyć się. Uwielbiał widok Magru, jako kupki popiołu.
-No to czas na polowanie.- westchnął z uśmiechem.
Zamknął drzwi auta noga.
Już miał się odwrócić, gdy poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Przeklął w duchu siebie za brak czujności. Nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się podejść. Teraz na pewno Magru go sparaliżuje i zaciągnie do drugiej ofiary. Po dziesięciu latach pracy stanie się kolacją.

05 listopada 2017

Biały wilk cz.2 - Sehun


Wieczorem znów poszłam nad jezioro i usiadłam na kamieniu. Patrzyłam w wodę i rozmyślałam.
Po chwili uniosłam głowę. Zdziwiłam się, widząc Sehuna siedzącego po drugiej stronie jeziora. Wpatrywał się we mnie. Spuściłam wzrok speszona.
W pewnym momencie poczułam dłoń na moim ramieniu. Podskoczyłam przestraszona.
-Głupek!- krzyknęłam na Sehuna.
-Jednak potrafisz krzyczeć- zaśmiał się.
-Tak- znów ściszyłam głos.
-Sorry, że cię przestraszyłem.- powiedział.
Rozmawialiśmy przez długi czas.
Nie sądziłam, że znajdę kogoś, kto będzie rozumiał mnie tak dobrze.
Nie sądziłam, że znajdzie się ktoś, z kim się zaprzyjaźnię.
Nie sądziłam, że to będzie to Sehun.
**************
Od tamtego wieczoru spotykaliśmy się nad jeziorem prawie codziennie.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się razem. Otworzyłam się przed nim.
Z każdym kolejnym spotkaniem moje uczucie do Sehuna się pogłębiało.
Za każdym razem, gdy na niego czekałam pojawiał się biały wilk, który potem znikał gdzieś w lesie.
***************
Pewnego wieczoru siedziałam z Sehunem w kompletnej ciszy. W pewnym momencie chłopak zapytał czy wierzę w niezwykłe rzeczy. Zdziwiło mnie to pytanie. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.
-Nie ważne…- speszył się.
Nastąpiła kolejna chwila ciszy, którą znów przerwał.
-_____-powiedział.
-Tak?- zdążyłam spytać zanim poczułam jego usta na swoich.
Nieśmiało oddałam pocałunek. To była tylko chwila, ale najpiękniejsza w moim życiu. Sehun powoli odsunął się ode mnie i spuścił wzrok.
-Przepraszam.
-Nic się nie stało.- powiedziałam.
-Yh!- krzyknął- Chodź.
Za rękę zaprowadził mnie w głąb lasu. Po chwili się zatrzymał, ale nic nie mówił. Czekałam cierpliwie.
-Ja…- zaczął- Ehh… Kocham cię- wyznał.
-Ja ciebie też ko…- nie zdążyłam dokuczyć, gdyż zasłonił mi dłoniom usta.
-Możesz jeszcze zmienić zdanie.- powiedział.
-Czemu?- spytałam zdziwiona.
-Obiecaj, że nie uciekniesz, proszę…
-Obiecuję- przyrzekłam niepewnie.
Chłopak odsunął się ode mnie.
Po chwili nie stał przede mną Sehun, a biały wilk, którego bardzo dobrze znałam. Nie wiedziałam, co zrobić. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Bałam się, ale to nic nie zmieniło. Nie cofnęłam się do tyłu.
Kochałam go.
Kucnęłam i wyciągnęłam powoli rękę w jego stronę. Wilk podszedł do mnie i otarł się pyskiem o moja dłoń. Poczułam miękkie futro i ciepło bijące od zwierzęcia. Uśmiechnęłam się.
Nagle znów stał przede mną Sehun.
-Nie uciekłaś.- powiedział zdziwiony.
-Bo cię kocham- powiedziałam nadal się uśmiechając.
-Nie boisz się?- spytał.
Teraz rozumiałam, dlaczego powiedział, że mogę jeszcze zmienić zdanie.
Podeszłam do niego powoli i wtuliłam się w niego, co zbiło go nieco z tropu.
-Kocham cię i nic tego nie zmieni.- uświadomiłam mu.
Sehun objął mnie rękoma i położył głowę na moim ramieniu.
-Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę.- wyszeptał- Kocham cię i nie potrafiłbym żyć bez ciebie. Jesteś tylko moja.
Pocałował mnie w policzek a następnie w usta. Tym razem pewniej i namiętniej. Oddałam pocałunek. Nie miałam żadnych wątpliwości.
Zakochałam się.
************
Księżyc odbijał się w tafli wody.
Drzewa lekko kołysały się na wietrze.
Ptaki ucichły kładąc się do snu.
A dwie wtulone w siebie postacie spacerowały brzegiem jeziora.
Razem.

17 sierpnia 2017

Biały wilk cz.1 - Sehun

Księżyc odbijał się w tafli wody.
Pewna dziewczyna chodziła brzegiem jeziora, otoczonej przez ciemny las.
Sama.
Zawsze przesiadywała w tym miejscu do późnych godzin wieczornych.
Rodziców nie miała już od dawna.
Zawsze musiała radzić sobie sama.
To matka pokazała jej to miejsce. Ona też tu przychodziła. Też rozmyślała. Zawsze, kiedy patrzyła w wodę widziała jej twarz. Nigdy swojej. Dziewczyna bardzo za nią tęskniła.
W końcu rozejrzała się dookoła.
Było już późno.
Powolnym krokiem ruszyła do domu.
Nie zdając sobie sprawy, że ktoś ją obserwuje.
***********
Rankiem poszłam prosto do szkoły. Nikt tam na mnie nie czekał. Nie miałam przyjaciół. Byłam zamkniętą w sobie dziewczyną. Zapowiadał się kolejny nudny dzień, jak każdy inny. Siedziałam w ostatniej ławce pod oknem na lekcji.
Nagle do Sali weszła nasza wychowawczyni z jakimś chłopakiem.
-Przepraszam, że przerywam lekcje- zaczęła zwracając się do nauczyciela- ale chciałam przedstawić wam nowego ucznia. To jest Sehun. Przyjmijcie go miło.- dokończyła.
Chłopak spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się. Kompletnie go zignorowałam i obróciłam głowę w stronę okna.
-Zajmij proszę wolne miejsce- odezwała się nauczycielka, gdy wychowawczyni opuściła klasę.
Omiotłam wzrokiem całą salę. Jedyne wolne miejsce było obok mnie. Blondyn usiadł na krześle i wyciągnął książki. Spojrzał na mnie.
-Jestem Sehun- szepnął, tak żeby nauczyciel nie usłyszał.
-_____-odparłam obojętnie i znowu wlepiłam wzrok w drzewo wiśni za oknem.
************
Wyszłam ze szkoły i skierowałam się w stronę jeziora. Nie wiem, czemu miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Powoli się odwróciłam. Nikogo tam nie było. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej przed siebie. Szłam leśną ścieżką, aż dotarłam nad brzeg jeziora. Usiadłam na jednym z kamieni przy wodzie.
To było moje sekretne miejsce. Nikt o nim nie wiedział.
Znowu jednak miałam wrażenie, że nie jestem tu sama.
Moje przypuszczenia okazały się trafne, gdy nagle usłyszałam dźwięk łamanych gałęzi. Poderwałam się z ziemi. Z krzaków, powolnym krokiem wyłonił się biały wilk. Odskoczyłam do tyłu. Zwierze kroczyło w moim kierunku, a ja się cofałam. W końcu wpadłam na drzewo, a strach wziął nade mną górę. Zaczęłam uciekać ile sił w nogach pomiędzy starymi drzewami. Pech chciał, że potknęłam się o jeden z wystających korzeni. Przejechałam kolanem po ziemi. Usiadłam i dotknęłam ręką bolącego miejsca. Spojrzałam na dłoń. Była we krwi.
Rozejrzałam się wkoło. Nie było nigdzie widać wilka.
Spróbowałam się podnieś, ale na próżno. Syknęłam z bólu. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Lewa noga odmówiła mi posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć.
Nagle przed sobą zauważyłam sylwetkę, która kucnęła przede mną.
-S-Sehun- powiedziałam, rozpoznawszy chłopaka.
-Co ci się stało?
-To nic… Przewróciłam się.
-To nic?!- wskazał na moją nogę- Chodź.
-C-co?
-No przecież sama nie pójdziesz- mówiąc to, wziął mnie na ręce i zaczął iść przed siebie.
-Jesteś tu pierwszy raz… więc… wiesz gdzie iść?- spytałam nieco speszona.
-Nie jestem tu pierwszy raz- powiedział ze śmiechem w głosie- Znam to miejsce bardzo dobrze… często tu przesiaduje.
Jego odpowiedź zaskoczyła mnie. Przecież bywałam tu prawie codziennie.
-Nigdy cię tu nie widziałam.
-Ja ciebie owszem.- powiedział z uśmiechem.
Nie zapytałam o nic więcej. Zasnęłam w jego ramionach.
*************
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam Sehuna siedzącego obok na łóżku.
-Wstałaś? Jesteś u mnie.- powiedział z uśmiechem.- W nocy opatrzyłem ci nogę. Pamiętaj, żeby jej nie przeciążać i zmieniać opatrunek- mówił dalej.
-Dziękuje- wydukałam i spuściłam wzrok.
-Tam jest łazienka- wskazał drzwi.
Kiedy z niej wyszłam bez słowa wyszłam z domu Sehuna. Był inny. Tajemniczy. Różnił się od reszty.
Nie wiedziałam, co o nim myśleć.