25 mar 2020

Wysysacz dusz cz.1


Chłodny jesienny wieczór w miasteczku Stolen. Świat pokrywał się czerwienią zachodzącego słońca. Od kilku dni pogoda zaczęła się pogarszać. Ciągle padało, a wiatr porywał parasole. Nic nie wskazywało na to, że ma się to zmienić.
Basia szła ścieżką w pobliżu jeziora. Ubrana była w dżinsy, bokserkę i koszulkę na ramię. Rozpuszczone, długie, czarne włosy ocieplały jej ramiona. Wypatrywała Maćka. Zależało jej na nim. Nie wyobrażała sobie bez niego życia. Zawsze był przy niej. Od samego początku. Mogła polegać na starszym koledze z zielonymi oczami.
Umówiła się z nim na tej ścieżce, prowadzącej do lasu nad jeziorem. Maciek jednak się spóźniał. Nie wiedziała, dlaczego. Może coś mu wypadło. Wiedziała, że jego mama jest ciężko chora, ale zawsze dzwonił, że nie może przyjść.
Gdy miała już odchodzić, usłyszała szuranie za sobą. Odwróciła się i ujrzała małą, około ośmioletnią dziewczynkę. Szła prosto w jej stronę, nie spuszczając z Basi wzroku.
Zatrzymała się tuż przed dziewczyną. Uśmiechnęła się i wyciągnęła w jej stronę małe rączki.
-Pobawimy się?- zapytała, zadzierając głowę do góry, dziwnie nienaturalnym głosem.
Dopiero z bliska Basia zauważyła, że ma okropnie bladą skórę. Ale najgorsze były oczy dziewczynki. Z daleka wydawało się, że są szare. Ale teraz widziała dokładnie. Białe gałki oczne. Bez źrenic.
Wydawała się taka pusta.
Nienaturalna.
Ale ten uśmiech. Taki słodki. Basia nie mogła go nie odwzajemnić i przestać wpatrywać się w jej oczy. Coś w tym uśmiechu ją przyciągało. Poczuła jak przechodzi ją dreszcz. Ciało ogarnęła niemoc. Świat zaczął się rozmazywać.
Jedyne, co widziała to białe oczy dziewczynki.
************
Czarne BMW z przyciemnianymi szybami, jechało przez opustoszałe uliczki z niedopuszczalną prędkością. Kierowca nie przejmował się tym jednak. Nik wiedział, że jeśli chce ich złapać musi się śpieszyć. Odczyt na radarze mógł w każdej chwili zniknąć. Nie spuszczając drogi z oczu, włączył głośnik w komórce i wybrał numer do przełożonego.
-Masz go?- dobiegł niski głos z komórki.
-Jeszcze nie.- odpowiedział- Porusza się z niesamowitą prędkością. To może być tylko Magru.
-Szlak.- zaklnął pod nosem Kare- W którą stronę się przemieszcza?
-Na południowy zachód.
-Zmierza najprawdopodobniej do ruin zamku w Merk.
-Jesteś pewny?- zapytałem, nie do końca pewny.
-W pobliżu kilkuset kilometrów nie ma żadnego innego miejsca, w którym byłoby, choć odrobina starożytnych mocy.
-Mam nadzieje, że zdążę na czas.- mruknąłem przygnębiony.
Miałem już dość. Od pięciu dni jeżdżę za tym Magru, a gdy jestem już naprawdę blisko, znika mi z odczytu. To było już czwarte pojawienie się, ale tym razem było naprawdę silne. Odczynniki wariowały. To była ostatnia szansa, aby go złapać nim się przeobrazi. Jeśli tego nie zrobi, zrobi się nieciekawie.
-Spokojnie, Nik.- słyszalny głos z komórki był cichy.- Bierz go.- roześmiał się.
-Nie kpij, Kare.- mruknąłem i rozłączyłem się.
Sprawa zrobiła się naprawdę poważna.
Ostatnim razem, gdy już dorwał dwóch skurczybyków, ostatni zostawił po sobie strażników i zwiał. Dwie małe chimery. Po ich pazurach zostały Nikowi dwie nowe blizny do kolekcji. Jedna na policzku, a druga na ramieniu. Można powiedzieć, że stworzyły już całkiem sporą kolekcje.
Ludzie z branży zwykli nazywać go Drapieżny Nik. Był prawie dwumetrowym facetem w wieku 28 lat. Można powiedzieć, że jego czarne jak noc oczy odzwierciedlały jego charakter. Małomówny i gburowaty mężczyzna z wybuchowym temperamentem. Ubrany cały na czarno, wjechał z piskiem opon na polną dróżkę. W oddali widać już było ruiny starego zamczyska. W oddali paru mil nie było widać żadnego żywego stworzenia. Zamek otaczał stary las.
Cicho i upiornie.
Gdy tylko się zatrzymał, wyskoczył z auta, łapiąc za naładowany srebrnymi pociskami rewolwer. Sprawdził zapięcie pasków na ramionach i zawartość kieszeni, w których znajdowały się wszelkiego rodzaju substancje i pudełeczko z czystego srebra. Było ono jednak drogie i trudno dostępne.
Tylko czyste srebro potrafiło zrobić krzywdę Magru. Wystarczyło zetknięcie z ciałem białasa, aby jego skóra zaczęła czernieć, a na koniec skruszyć się. Uwielbiał widok Magru, jako kupki popiołu.
-No to czas na polowanie.- westchnął z uśmiechem.
Zamknął drzwi auta noga.
Już miał się odwrócić, gdy poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Przeklął w duchu siebie za brak czujności. Nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się podejść. Teraz na pewno Magru go sparaliżuje i zaciągnie do drugiej ofiary. Po dziesięciu latach pracy stanie się kolacją.

14 mar 2020

Czarny król cz.2


Karol wpatrywał się w kolegę.
-Przyszła do mnie do baru.- oznajmił.
-Kto?
-Ta detektyw.
-Rozmawiałeś z nią?
-Tak. Zadawała pytania o tą modelkę.
-Co jej powiedziałeś?- spytał lekko zdenerwowany.
-Spokojnie nic takiego.
Henry wrócił wzrokiem za okno, na spadające płatki śniegu.
-Nie rozumiem cię. Czemu nie możemy nic powiedzieć? Przecież oni nie żyją.
-Daj spokój.- uciął ostro Henry.- Co niby chciałbyś powiedzieć? Może, że było ci żal?- poderwał się z krzesła.
-Uspokój się.
-Wszyscy wiedzieli, co się tam dzieje. Możesz iść powiedzieć wszystko. Śmiało.
Karol pokręcił głową. Spojrzał za okno. Henry miał racje. Nie tylko oni wiedzieli.
-Zrozum.
Henry podszedł do młodszego kolegi i objął go ramieniem, także zaglądając za okno. W oddali zobaczyli komendanta policji i detektyw Malak. Para właśnie wsiadała do samochodu fotografa.
-Kojarzy ci się z czymś czarny król?- spytał Karol przerywając ciszę.
-Czemu pytasz?
-Ta detektyw mnie o to pytała.- baran spojrzał na kolegę.
Henry zmarszczył brwi w zamyśleniu. W oddali było słychać odjeżdżający samochód.
-Pamiętasz te stare fotografie z festynu?
-Tak.
-Miałem tam wpisy części mieszkańców.
-I co?- spytał Karol nie rozumiejąc, o co chodzi koledze- Co mają wspólnego z czarnym królem?
Starszy nie odpowiedział, tylko pobiegł na górę do swojego pokoju.
*******************
Biała chmurka zakryła trochę słońce, przez co wydawało się, że zrobiło się jeszcze chłodniej. Z ust wypływały obłoki pary, przy każdym najmniejszym oddechu. Komendant policji poprawił poły munduru.
Rozejrzałam się dookoła. Las wyglądał jak każdy inny. Cichy i tajemniczy. Trochę ponury, jak przystało na porę roku. Tylko jedna rzecz go wyróżniała. Nie było słychać śpiewu żadnego ptaka. Jakby przez zbrodnię, której tutaj dokonano, umarło tutaj całe życie.
-To spokojna okolica.
Spojrzałam na fotografa.
-Zło jest wszędzie.- powiedziałam cicho.- Od ludzi zależy czy chcą go widzieć.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza.
-Miała na imię Agnieszka.- odezwał się w końcu fotograf.- Niespełna dwudziestoletnia dziewczyna. Piękna i zdolna. Zaczynała karierę, jako modelka.- pokręcił głową z niedowierzaniem.- Mogła zajść tak daleko.
-Zniknęła pewnego dnia w lesie.- podjął wątek komendant- Następnego dnia znaleźli ja tutejsi drwale, z poderżniętym gardłem.
-Dlaczego wtedy nie spróbowano znaleźć zabójcy?- dopytywałam się- Czy musiało dojść do trzech zabójstw, żeby zacząć szukać winowajcy?
-Nie wiem… dlaczego.- zasępił się fotograf.
-Nikt nie prosił o pomoc?
Fotograf spojrzał spode łba na mnie, a następnie przeniósł wzrok na komendanta policji.
-Wracamy?
Komendant tylko pokiwał głowa.
*****************
Henry nerwowo przeszukiwał zdjęcia. Z każdym kolejnym przypominał sobie dzieciństwo.
W końcu znalazł.
To było zdjęcie zrobione miesiąc po przyjeździe fotografa. Agnieszka rozmawiała wtedy z nim. Obiecywał jej karierę w świecie modelingu. Była taka szczęśliwa. Odbywał się wtedy festyn. Wszyscy śmiali się i bawili, tańcząc. Ta dwójka rozmawiała.
Miesiąc później Agnieszka została zamordowana.
Odwrócił zdjęcie. Agnieszka napisała tam słowa, które powiedział jej fotograf na tym festynie. Miały przypominać jej o dniu, w którym jej życie miało się zmienić.
„Czarny król to najważniejsza postać. To on ma władze. Król jest szczodry, ale w pewnym momencie trzeba zapłacić za to, co się otrzymało.”
Henry poderwała się na nogi.
Nie było wątpliwości.
To był on.
*****************
Wysiedliśmy z samochodu. Spojrzałam na prawo. Rozciągał się tam las, z którego przyjechaliśmy. Tak blisko.
-Lubiła tam chodzić?
-Tak.- odparł fotograf- To było jej ulubione miejsce. Przychodziła tam zawsze po kłótni z rodzicami.
-O co się kłócili?- zmarszczyłam brwi.
-O mnie.- uśmiechnął sie fotograf.
Uniosłam brwi do góry.
-Jej rodzice nie byli zadowoleni, że zaczęła pracę, jako modelka. Zdaje się, że mieli racje.- uśmiechnął się ironicznie. -Zapraszam.- otworzył drzwi wpuszczając mnie do środka.
Weszłam do mieszkania z dziwnym przeczuciem. Wyczuwałam w powietrzu niepokój i strach. Przesunęłam dłonią po tali, upewniając się, że bron jest na swoim miejscu. Ten fotograf za dużo wiedział.
-Spokojnie, za chwilę będzie po wszystkim.- odezwał się fotograf, wyłaniając się z pobliskiego pokoju.
Odwróciłam się błyskawicznie w jego stronę z rewolwerkiem w ręku. Oddech zamarł mi w gardle. Fotograf stał w przejściu, z pistoletem przyciśniętym do głowy córki tutejszego nauczyciela polskiego.
Nie mogłam strzelić.
Wiedziałam, że jeśli to zrobię dziewczyna umrze. Może i morderca zginie, ale nie potrafiłabym żyć mając na sumieniu z kolejną śmiercią niewinnego dziecka. Tym razem nie potrafiłam tego zrobić.
-Odłóż pistolet.
-Dlaczego?- spytałam, powoli kładąc go na ziemi.
-A dlaczego nie.- uśmiechnął się ironicznie.- Przez cały ten czas ludzie nie robili nic. I tak powinno pozostać. Ale musiałaś pojawić się ty. Obrończyni uciśnionych.- splunął na podłogę.- Gdybyś nie wciskała nosa w nie swoje sprawy, dalej robiłbym swoje. Dalej promował modelki, a potem pozorował ich śmierć. Ale nie. Teraz muszę…
Urwał a pistolet, który trzymał upadł na ziemię. Zaraz po nim również ciało fotografa. Dziewczyna odskoczyła z krzykiem.
Podniosłem wzrok na drzwi, w których stał chłopak z strzelbą w ręku. Wpatrywał się w ciało fotografa, jakby niedowierzał w to, co zrobił. Podniosłam swoja broń z podłogi. Wezwałam policje i podeszłam do dziewczyny.
-Zabierz ją do ojca.- odezwałam się do chłopaka, który po moich słowach jakby oprzytomniał.
-Dobrze.- skinął w moja stronę.- Chodź, Gabi.
Objął dziewczynę ramieniem, wyprowadzając ją z domu.
****************
Niedługo potem funkcjonariusze dokonali oględzin zwłok. Przepytali już nieco spokojniejsza dziewczynę. Usiadłam obok Henrego.
-Nie chciałem go zabijać.- wymruczał- Przepraszam…
-Spokojnie.- położyłam mu rękę na ramieniu.- Dobrze zrobiłeś.- chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem.- Najgorsza jest obojętność.
Uśmiechnęłam się do niego smutno i odeszłam.