Rozwijane menu

13 sty 2019

Recenzja: Zofia Nałkowska – Granica


Książka wydana w 1935 roku – szmat czasu – opowiadająca o życiu Zenona Zieniewicza, który jest głównym bohaterem. Jest to psychologiczno-filozoficzna powieść pani Zofii Nałkowskiej, która stała się lekturą szkolną. Wieloznaczny tytuł książki odnosi się do przekraczaniu granic moralnych, społecznych i jeszcze wielu innych.
Te granice na okrągło (jedna za drugą) przekracza nasz Zenon i wiecznie znajduje sobie jakieś wytłumaczenie. To właśnie główny wątek tej książki – zawodowa i osobista (życiowa) klęska Zenona Ziembiewicza. Autorka w ten sposób chciała pokazać / zrozumieć, co kieruje człowiekiem w jego życiu, decyzjach, emocjach i prowadzi do jego upadku. Dlaczego powiela błędy rodziców, podporządkowuje się ludziom, którymi na dobrą sprawę gardzi i oszukuje samego siebie. Może i byłoby to ciekawe, gdybyśmy na samym początku książki nie dowiedzieli się jak skończy Zenon. Jak można się wciągnąć w fabułę skoro zna się jej zakończenie? (Można powiedzieć, że tym sposobem autorka sama sobie strzeliła w łeb.)
Sama fabuła powieści też nie rzuca na kolana. Wokół Zenona krążą (głównie, ale nie jedynie) dwie kobiety – Justyna Bogutówna i Elżbieta Biecka. Z tą pierwszą miał ‘wakacyjny romans’, gdy służyła w jego rodzinnym domu (tzw. schemat boleborzański). A w przeszłości tak się zarzekał, że nie będzie taki jak ojciec. Potem, będąc z Elżbietą nie potrafi zerwać z Justyną (playboy od siedmiu boleści się znalazł). Jak dla mnie obie te kobiety są po prostu głupie. Biecka dowiadując się o tym, że ją zdradzał oddaje mu się tej samej nocy, a Bogutówna do końca wierzyła, że Zenon ją kocha i będzie z nią wychowywał syna. W takich momentach miałam wrażenie jakbym czytała jakiś denny romans. W całej tej książce nie było postaci, którą bym, choć trochę polubiła.
Język autorki jest całkiem ‘współczesny’, więc nie czytało się tego aż tak źle jak początkowo przypuszczałam. Choć nie ukrywam, że momentami przewracałam kartki czy przelatywałam wzrokiem po tekście. Monotoniczność akcji i brak jakichkolwiek wciągających scen jest nużący. Wiem, że książka psychologiczna skupia się na myślach, emocjach itd. bohaterów, ale ileż można. Zwłaszcza, że w wieku 18/19 lat (nie pamiętam, kiedy dokładnie ją przerabialiśmy) nie myśli się o takich rzeczach. Po ‘przeczytaniu’ „Granicy” raczej nie sądzę, że sięgnę po inną książkę Zofii Nałkowskiej.
Ocena: 2/10

3 sty 2019

Zapięcie – Yoseob


Scenariusz dla Ami Chan
Mam nadzieję, że się spodoba 😃

Załkana ponownie wtuliłam się w Yoseob’a. Opowiedziałam mu wszystko, co wydarzyło się dwa dni temu. Naprawdę cieszyłam się, że miałam takiego przyjaciela.  Zwłaszcza w takich chwilach. Yoseob głaskał mnie po plecach, próbując uspokoić.
-Wszystko będzie dobrze.- mówił- Zobaczysz mała.
-Ej!- prychnęłam niezadowolona.
Nigdy nie lubiłam jak mnie tak nazywał, a on dobrze o tym wiedział i mówił tak specjalnie, aby mnie wkurzyć. Teraz jednak nie było mi do śmiechu, co nie umknęło uwadze Yoseob’a.
-Czas zrobi swoje- uśmiechnął się do mnie uroczo- Może powinnaś gdzieś pojechać i się rozerwać.
-Nie mam ochoty na zabawę- odparłam lekko się krzywiąc.
-Urlop ci dobrze zrobi, hmm…
*********
Posłuchałam rady Yoseob’a, choć nie byłam do niej specjalnie przekonana. Załatwiłam sobie urlop na tydzień. Tylko, co ja będę wtedy robić. W domu będę tylko rozmyślać, ale gdzie niby miałabym pojechać. A nawet to i tak nie miałabym się, w co ubrać. Taki typowy kobiecy dylemat.
*********
Gdy w piątek skończyłam pracę, w drodze do domu, spotkałam Yoseob’a.
-Hej ___! Jak tam wakacyjne plany?- zagadnął, zrównując ze mną kroki.
-Z kanapą, kawą i telewizorem…- mruknęłam.
-Ej! To nie tak miało wyglądać.- rzekł oburzony- Miałaś gdzieś jechać. Może nad morze… ostatnio widziałem kilka fajnych ofert…
-I tak nie mam stroju…- odburknęłam.
-To się da zmienić.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę innej niż mieścił się mój dom. Z początku próbowałam z nim dyskutować jednak był nieugięty. Zaciągnął mnie do niedużego centrum handlowego i praktycznie wepchnął mnie do przymierzalni z kilkoma przypadkowo wybranymi ciuchami. Dopiero w środku zwróciłam uwagę na rzeczy w rękach. W oczy rzuciła mi się jasno niebieska sukienka na ramiączkach. Chcąc nie chcąc zaczęłam od jej przymierzenia. Pokazywałam się w nich ____. Byliśmy zgodni, którą rzecz wziąć a którą odrzucić. Na koniec została mi tylko czarna sukienka z zapięciem na plecach. Wyglądała na wieczorową. Dokładnie opinała moje ciało. Yoseob zmierzył mnie wzrokiem, gdy wyszłam się mu pokazać. Uśmiechnął się i pokazał kciuk w górę. Weszłam z powrotem do przymierzalni z zamiarem przebrania się już w swoje rzeczy, jednak jak na złość zaciął się zamek. Próbowałam kilka razem, aż w końcu się poddałam i poprosiłam Yoseob’a o pomoc. Chłopak bez wahania wszedł do środka. Zadrażałam lekko czując jego dotyk na swojej skórze. Po kilku chwilach, Yoseob rozpiął zamek.
-I tak ją weź. Ślicznie w niej wyglądasz.- szepnął mi do ucha- A ja zawsze z chęcią pomogę ci z rozpięciem zamka.
Pocałował mnie lekko w policzek i wyszedł z przymierzalni. Popatrzyłam na siebie w lustrze. Nie do końca rozumiałam, co się przed chwilą wydarzyło.