Rozwijane menu

23 lip 2018

Recenzja: Saladin Ahmed – Tron Półksiężyca


Pierwszy raz sięgnęłam po arabską fantastykę ( z ową kulturą kojarzą mi się jedynie „Baśnie tysiąca i jednej nocy” a nawet ich nie znam za dobrze). Nie zawiodłam się, choć nie mogę powiedzieć, że to była wciągająca historia.
„Królestwa Półksiężyca stoją na skraju rebelii. Krainą ghuli i dżinów, świętych wojowników i heretyków wstrząsa konflikt pomiędzy rządzącym żelazną ręką kalifem a mistrzem złodziei, Księciem Sokołów. Jakby tego było mało, ludzie zaczynają ginąć w dziwnych, nienaturalnych okolicznościach. Ktoś musi powstrzymać mordercę. Tym kimś ma być doktor Adulla Machslud. Sęk w tym, że ostatni prawdziwy łowca ghuli w wielkim mieście Dhamsawaat jest już zmęczony polowaniem na stwory, najchętniej przeszedłby na emeryturę. Gdy jednak ofiarami mordercy padają członkowie rodziny jego byłej kochanki, sprawa staje się osobista. Wraz z młodym pomocnikiem Raseedem bas Raseedem i obdarzoną niezwykłą mocą Zamią odkrywają, że coś łączy tajemnicze zabójstwa z rodzącą się rebelią – ktoś próbuje zdobyć Tron Półksiężyca.”
Wątek walki dobra ze złem jest powszechnie znany i trochę już oklepany. Jednak fakt, że Adulla jest ‘ostatnim łowcą’ dodaje tej książce smaczku, co by było gdyby zginął (opcja wątpliwa, ale możliwa). Również czyni to sceneria i kultura – dylematy moralne głównie Raseeda. Największym dla mnie minusem tej książki jest wątek miłosny, który jest wprost idiotyczny i nie pasuje mi do całości powieści. Do tego dochodzi mozolność akcji i brak uczuciowości postaci, które wydają się puste w środku.
Główni bohaterowie wykreowani są typowo: starszy pan z ciętym językiem znający potężną magię, której nie ma, komu przekazać, jego asystentem jest ‘siłacz’, któremu wydaje się, że złożył śluby czystości, oraz dzikuska z prastarą mocą i zadartym nosem. Do tego znajomi łowcy – czarodzieje – zmęczeni życiem, władca despota oraz oszalały z zemsty czarny mag. Brzmi trochę naiwnie i nudno jednak jest jedna postać, która wykracza poza standardy. Mianowicie Książę Sokołów – taki arabski Robin Hood – którego trudno postawić po jednej ze stron. Nie ukrywa chęci obalenia władcy, ale pomaga biednym, co czyni go postacią nietuzinkową.
„Tron Półksiężyca” nie jest książką, po którą sięgnęłabym ponownie, nie mogę też jednak powiedzieć, że jest zła, gdyż przyjemnie się czyta powieści zawierające inną, nieznaną nam otoczkę kulturową.
Ocena: 6/10

13 lip 2018

Recenzja: Paula Brackston – Córka wiedźmy


Tym razem sięgnęłam po romans historyczny z elementami współczesnej powieści fantasy:
„W roku 2007 Elizabeth Anne Hawksmith przybywa do Wierzbowej Zagrody. W owym czasie ma trzysta osiemdziesiąt cztery lata, lecz wygląda na osobę pięćdziesięcioletnią, silną i sprawną. Jest wyjątkowo niezależna, udaje się jej przeżyć zarazę, polowanie na czarownice i wojny, po to, by wreszcie uwolnić świat od zła. – Świat przedstawiony od polowania na czarownice poprzez epokę wiktoriańską i okres I wojny światowej aż po współczesne czasy.”
Książka rozpoczyna się ucieczką głównej bohaterki przed ścigającymi ją oprawcami. Nieznane są nam szczegóły ani powody, przez co wzrasta ciekawość. Po czym od razu przenosimy się do czasów współczesnych, gdzie toczy się główna akcja powieści. W dalszej części mamy jednak okazję poznać dokładnie całą przeszłość Elizabeth oraz jej ‘pierwotną epokę’ wraz z rodziną i ówczesnymi problemami. Spisane jest to wszystko w „Księdze Cieni”.
Historia bohaterki opisana jest w czterech epokach. Widzimy jak zmienia się świat, a jednak ludzie pozostają tacy sami. Przeżywamy z Elizabeth jej smutki, radości i lęki, a zwłaszcza jeden, który wciąż i wciąż podąża za nią niczym cień. Prześladowca jest jedną z największych zalet tej powieści. Autorka wykreowała go ze szczegółami i nie zmieniła jego postaci ani charakteru do końca. Jego władczość i moc sprawiają, że czujemy bijące od niego zło.
Opisy wojny i szpitali były dla mnie zbyt długie i szczegółowe, przez co stawały się nużącymi momentami w tej książce. Czułam się jakbym czytała podręcznik do historii. Jednak pokazuje to, że pomimo upływu tak wielu lat, w człowieku nadal drzemie okrucieństwo.
Zakończenie jest jak najbardziej warte dotrwania do samego końca książki. W najmniejszym stopniu nie jest to banalny happy end.
Ocena: 6/10