Muzyka

Rozwijane menu

18 sty 2018

Recenzja: Beyonce – 1+1



Jedna z piosenek promujący album 4 Beyonce, do której teledysk wyszedł 26.08.2011 roku.
Utwór ukazuje Bey w bardziej spokojnym wydaniu, w porównaniu z innymi piosenkami promującymi ten album, dzięki czemu możemy skupić się bardziej na jej pięknym głosie i samym tekście piosenki.
Tekst 1+1 opisuje miłość w bardzo piękny sposób. Bey śpiewa, że jeśli będzie przy niej ukochany nic innego się dla niej nie liczy, nie ma znaczenia. Istnieją tylko oni. Kochanie, nie mamy nic oprócz miłości” Jednocześnie prosi, aby nawet w gorsze dni nie opuszczał jej, tylko przytulił i nie wypuszczał ze swych ramion. Gdy mam gorsze dni, przyciągnij mnie blisko i nie pozwól mi odejść” Miłość wydaje się być taka prosta i wspaniała, a Beyonce śpiewa to z takim uczuciem, że mogę słuchać tego bez końca.
Prawie cały teledysk skupia się na twarzy Beyonce. Ukazuje ją w różnym świetle i otoczeniu.  Od świateł lamp, w kolorze błękitu po czerwień, po strumień wody, nadający utworowi seksowności. Mimika twarzy piosenkarki stapia się w jedność z tekstem piosenki, dzięki czemu wydawać nam się może, jakby nie śpiewała do kamery, lecz do ukochanego. Można zauważyć światła odbijające się w jej oczach oraz łzy spływające po jej policzkach, gdy pomyśli, że mogłaby go stracić. W pewnym momencie Beyonce zostaje otoczona przez męski ramiona, a na jej twarzy pojawia się błogi uśmiech. Tak jakby to było wszystko, czego pragnie. Widzimy ich przytulonych oraz tańczących. Jednak nie widzimy twarzy mężczyzny, co może świadczyć o tym, że Bey nie chce, aby media się o nich odwiedzili i przez to ucierpiał ich związek. Zwolnione tempo teledysku oraz momenty, w których obrazy nachodzą na siebie, nadają zmysłowości oraz intymności utworowi.
1+1 jest cudownym utworem, którego nie da się skrytykować, gdyż Beyonce wydaje się w nim tak naturalna i szczera, że nie da się tego nie kochać.
Ocena: 8/10

 

14 sty 2018

Recenzja: Kiera Cass – Elita



W drugim tomie „Rywalki” część dziewczyn opuściła już pałac. Została tzw elita.
„Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu.”
Ami i Maxon zaczynają coś do siebie czuć, jednak dziewczyna wciąż wspomina swoją pierwszą miłość – Aspena. Bohaterka nadal czuje się samotna i tęskni za rodziną. Nie pomaga w tym fakt, że sześć dziewczyn, wliczając w to nią samą, walczy o rękę księcia i tytuł księżniczki Illei.
Wydarzenia się komplikują w momencie, gdy do pałacu przyjeżdża Aspen. Został on zwerbowany na gwardzistę i od teraz pracuje w pałacu, przez co Ameryka zaczyna zastanawiać się nad uczuciami, jakie łączą ją z nim, a jakie z księciem. Sam Maxon, mimo, iż czuł coś do głównej bohaterki, zaczynał, labo raczej próbował, spotykać się z resztą dziewczyn. Bał się, że Ami go odrzuci, choć nawet niczego nie planował względem niej.
Właśnie te dylematy bohaterów, przeciągające się przez całą drugą część sprawiają, że chce się ich chwycić za ramiona i nimi potrząsnąć, krzycząc „weź się w garść i spróbuj, głupku!” Często w drugich tomach książek właśnie pojawiają się takie niepewności czy kłótnie, przez co zaczynamy się nudzić. No, ale cóż na to poradzić… trzeba po prostu to przetrwać i brać się za kolejną część, z nadzieją, że tam będzie dziać się coś ciekawszego.
Ocena: 4/10