Muzyka

Rozwijane menu

18 lis 2017

Pentagram - cz.1



Kolejnego już dnia z rzędu Marta obudziła się z bólem głowy, który rozsadzał jej czaszkę. Ostatnio ciągle ja coś bolało. Jak nie brzuch to głowa, jak nie głowa to nogi. I tak ciągle. Na zmianę. Bez przerwy. Do tego jeszcze dochodziły te koszmary nocne.
Wstała wypiła tabletki przeciwbólowe, które i tak prawie nic nie dawały i zadzwoniła do szefa z prośbą o wolne. Postanowiła odwiedzić mamę i dowiedzieć się, co dzieje się w jej rodzinnej miejscowości. Kto inny mógł jej to opowiedzieć jak nie jej mama, która zbierała informacje z prędkością światła.
Uśmiechnęła się na tą myśl. Matka była naprawdę zaskakującą kobieta.
Zabrała ciuchy na przebranie do niedużej torby i parę kosmetyków. Pozamykała dom i wsiadła do auta.
Po niecałej godzinie dojrzała niewielki dom rodzicielki. Zaparkowała przed bramą. Wzięła torbę do ręki i zaniosła ją na ganek. Gdy miała zamiar zadzwonić do drzwi, usłyszała za sobą głos:
-A któż to do mnie przybył?- zapytała pani Mak, z lekkim śmiechem wyczuwalnym w głosie.
Marta uśmiechnęła się na widok starszej kobiety, w pobrudzonych ciuchach ziemią, rękawiczkach i gumiakach na nogach. Jej rodzicielka uwielbiała zajmować się ogrodem. To było jej hobby. Zajmowała się nim praktycznie przez cały czas.
-Witaj. Stęskniłam się.
Z uśmiechem skierowała się za matką w głąb domu, przez salon do pokoju, który wcześniej należał na niej. Teraz stał pusty. Jednak rodzicielka nic w nim nie zmieniła. Dalej miał różowe ściany i tablice korkową z karteczkami dotyczącymi znanych filmów oraz gazet dotyczących kryminalistyki, ponaklejanych na mapę okolicy. Od dziecka była nią zafascynowana i tak zostało do dzisiaj. A na szafkach nadal stały zdjęcia w ramkach z dzieciństwa ciężarnej. Marta zostawiła torbę obok łóżka i poszła poszukać mamy.
Zastała rodzicielkę w kuchni, jak ta przygotowywała stosik naleśników, które tak uwielbiała. Zwłaszcza z truskawkami i cukrem pudrem. Z uśmiechem usiadła na krześle kuchennym i obserwowała poczynania mamy.
Pani Mak była drobną kobietą, z niebieskimi oczami i blond włosami, na których można było już zobaczyć przebłyski siwizny. Marta była podobna do matki. Nawet bardzo. Różniły ich tylko kolory oczy. Matka zawsze powtarzała, że córka ma je po ojcu, którego ta niestety za dobrze nie pamiętała. Miał wypadek, gdy Marta skończyła zaledwie 9 latek.
-Spodziewałaś się gości?- spytałam wpatrzona w talerz, na którym przybywało naleśników- Chyba sama byś tego nie zjadła?
-Po naszej ostatniej rozmowie, spodziewałam się, że mnie odwiedzisz, więc byłam przygotowana.- wyjaśniła pani Mak.- Po miesiącu raczyłaś odwiedzić starą matkę.- dodała z żartobliwą pretensją.
-Prawie codziennie do ciebie dzwonię.- odpowiedziała z uśmiechem, nie oderwawszy oczu od stosiku naleśników.
Pani Mak odwróciła się do córki przodem i spojrzała z troską na córkę.
-Rozmawiać to nie to samo, co cie zobaczyć, skarbie.- uśmiechnęła się do niej ciepło- W szafce na lewo od lodówki są truskawki.- dodała, odwracając się z powrotem w stronę blachy.
Gdy kobieta dokończyła, przeniosła pełny talerz na stół i sama przy nim usiadła, zaraz obok córki, podsuwając jej naleśniki. Przygotowała trzy porcje, gdyż wiedziała jak ciąża wpływa na apetyt. Uśmiechając się pod nosem, patrzyła jak Marta pochłania jednego naleśnika za drugim.
-Mój szósty zmysł, podpowiada mi, że nie bez powodu tu przyjechałaś? Masz jakieś kłopoty?
-Nie, mamo.- odparła Marta z pełną buzią, gdy połknęła, dodała- Po prostu chciałam odpocząć od tego zgiełku.
-Hmm…- zamyśliła się pani Mak- A może kogoś poznałaś?
-Mamo! Daj spokój.- powiedziała zirytowana ciężarna- Dobrze wiesz, że na razie chcę się skupić na dziecku.
-No dobrze, dobrze…- matka podniosła ręce do góry w geście poddania się- Tak tylko pytam, bo ostatnio, córka kwiaciarki, która także jest w ciąży, poznała ideał mężczyzny.- rodzicielka zaczęła opowieść- Ponoć zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenie…
Marta przestała ją słuchać, tylko, co jakiś czas wydukiwała, jakieś słowa, nie przestając pochłaniać naleśników. Nigdy nie wierzyła w coś takiego jak ‘wielka miłość’ niczym z jakiegoś tandetnego romansu. Nie rozumiała, dlaczego ludzie tak zachwycają się „Romeo i Julią” czy ostatnim trendem wśród nastolatków, czyli „Zmierzchem”. Dla niej to było coś głupiego i nudnego. Przecież po 5 minutach filmu, można się domyślić jak to wszystko się skończy. To taka zwykła manipulacja nastoletnimi umysłami, które mają się zakochać w czymś, co tak naprawdę nie istnieje, a producenci, dzięki temu zgarniają pieniądze. Nie liczy się…
-Nie słuchasz mnie!- krzyknęła oburzona matka, przerywając jej rozmyślenia- Ja ci tu opowiadam takie nowinki, a ty mnie ignorujesz…- fuknęła kobieta.
-Wybacz, po prostu jestem zmęczona…- powiedziała, udając ziewnięcie.
-No dobrze… wybaczam, ale to tylko, dlatego, że jesteś w ciąży.- popatrzała na córkę, tak jakby wiedziała, że Marta udaje.- No to czmychaj do łóżka, jak jesteś tak zmęczona.
Rodzicielka wstała, zabierając puste naczynia, ze stołu, aby włożyć do zlewozmywaka. Wyciągnęła płyn z pod szafki, uprzednio odkręcając korek z ciepłą wodą. Marta podeszła do kobiety z ścierką w ręku, aby jej pomóc powycierać naczynie.
-Ponoć byłaś bardzo zmęczona?- matka odwróciła się do niej, unosząc jedną brew do góry.
-Ale…
-Żadnego, ale… idź spać.- przerwała jej rodzicielka, równocześnie zabierając, od niej ścierkę.- Jak będę już tak stara, że nie będę mogła się schylić, to wtedy będziesz się musieć mną opiekować. Na razie daje jeszcze radę. A ty powinnaś się dobrze wysypiać.- zakończyła swoja wypowiedź matka.
Marta posłusznie udała się do pokoju i położyła do łóżka. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że faktycznie jest zmęczona.
Zasnęła od razu.
***********
-Pamiętasz może, jak opowiadałam ci o córce kwiaciarki?- zaczęła pani Mak, po skończeniu kolacji, dwa dni po przyjeździe córki- Wczoraj znaleziono ją martwą, niedaleko jej własnego domu.
-O boże!- wykrzyknęła Marta przejęta- A tak dobrze jej się układało.
-Tak, wielka szkoda…- zgodziła się matka.- Podobno wracała z nocnej zmiany w pracy. Jednak nie dotarła do domu, a zaniepokojeni rodzice zgłosili to na policję następnego dnia rano, gdy zauważyli, że jej nie ma. Ciało znalazł stary Maciej, ten, co służył w lotnictwie wojskowym i kuleje na lewą nogę. Podobno leżała wygięta w nienaturalny sposób. Jedną z rąk miała przekręconą do tyłu i nadgarstek tak, jakby … Nie wyglądasz najlepiej. Źle się poczułaś?- zaniepokoiła się rodzicielka- Może nie powinnam ci była o tym opowiadać…
-Nie… jest okej…- uśmiechnęła się do matki, aby ją uspokoić.- Po prostu nie mogę zrozumieć, czemu ktoś robi coś tak okropnego.
-Kto robi takie rzeczy…- matka pokręciła głową z niedowierzaniem.
Rozmawiały tak jeszcze przez chwilę. Następnie Marta wróciła do swojego pokoju z dzieciństwa i przebrana w piżamę, położyła się do łóżka.
Długo nie mogła zasnąć, rozmyślając o tym, co matka jej opowiedziała. Kobieta w ciąży tak jak ona, ginie od tak. Po prostu. Ta sytuacja nie wydawała jej się normalna. Instynkt śledczy podpowiadał jej, że czegoś tu brakuje. Tak jakby w tej układance brakowało jej jednego z puzzli. Wpatrzona w swoją starą tablice korkową, zasnęła, z postanowieniem, że jutro przyjrzy się tej sprawie bliżej.
**********
Kolejnego dnia tak jak postanowiła, udała się do kwiaciarni, której właścicielką była matka zamordowanej dziewczyny. Jednakże zobaczywszy, w jakim jest ona stanie, odpuściła, wiedząc, że ludzie w takich chwilach nie potrzebują dodatkowego przypomnienia o tym, co się wydarzyło. Skinęła głową w stronę jej małżonka i poszła dalej uliczką. Gdy przechodziła obok kiosku nie uszło jej uwadze, że praktycznie na każdej pierwszej stronie gazet było zdjęcie zwłok z wielkim tytułem „Brutalne morderstwo czy samobójstwo młodej dziewczyny w ciąży?” lub „Zamordowana ciężarna kobieta ułożona w nienaturalny sposób”. Nie za wiele myśląc, kupiła tą drugą i skierowała się na posterunek policji. Gdy zauważyła, wśród mundurowych swojego przyjaciela z dzieciństwa, podeszła się przywitać.
Po krótkiej pogawędce o bzdurach i latach, gdy się nie widzieli, wypytała go o sprawę córki kwiaciarki. Tak jak podejrzewała, okazało się, że faktycznie było to morderstwo. Dziewczyna wykrwawiła się na śmierć. Miała poprzecinane ręce w nadgarstkach i nogi w kostkach. A następnie została przeciągnięta kawałek dalej, gdzie została ułożona w pozycji, w której znalazł ją pan Maciej. Na tym okrucieństwo się nie kończyło. Kobieta miała wycięty pentagram na brzuchu. Nawet policja była wstrząśnięta tą sprawą. Okolice Lędzina do tej pory były spokojne, a tu nagle coś takiego. Nikt nie wiedział, co o tym myśleć.


10 lis 2017

Pentagram - prolog



„Okrutne morderstwo młodej kobiety w Lędzinach.”

„Wśród ludzi żyje beztrosko zabójca. Czy policja zdoła go powstrzymać nim dopadnie kolejną ofiarę?”

„Martwa kobieta w Międzyrzeczu. To już trzecia ofiara prawdopodobnie tego samego sprawcy, o czym świadczy sposób ułożenia ciała kobiety.”

W każdej z gazet można było zobaczyć tego typu nagłówki. Dzienniki telewizyjne także nie przestawały o tym mówić. Pokazując coraz to nowsze zdjęcia martwych dziewczyn. I zadając coraz trudniejsze pytania policji, która starała się uspokajać ludzi, lecz z marnym skutkiem. Liczba ofiar powiększała się z tygodnia na tydzień, a morderca nie pozostawiał po sobie żadnych dowodów, które mogły pomóc w zidentyfikowaniu sprawcy. Jedyną informacją, jaką dysponowali policjanci, był fakt, że zabite kobiety łączyło to, że były ciężarne. Sprawca podcinał im nadgarstki i czekał, aż same się wykrwawią, a następnie układał je w charakterystyczny sposób. Na koniec wycinając pentagram na ich brzuchu, przez co zyskał przydomek „wysłannika piekieł”.
To był ostatnimi czasy główny temat każdej rozmowy i przez długi czas nie miało się to zmienić.

Kilka tygodni wcześniej

Martę od jakiegoś czasu zaczęły dręczyć koszmary. Prawie codziennie budziła się w nocy z krzykiem. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Lekarz tłumaczył, że to spowodowane jest stresem w pracy i ciążą. Że to normalne i z czasem samo minie. Marta nie rozumiała tego. Jak praca mogła powodować koszmary? No rozumie, że śledczy miał różne zadania, ale przez ciąże, pracodawca nie wplątywał jej w jakieś skomplikowane sprawy. Zajmowała się głównie podpaleniami i tego typu sprawami. Spisywała protokoły, albo uzupełniała coś w archiwach.
Była samotna kobietą, w piątym miesiącu ciąży. Nie miała, żadnych problemów i właściwie nie przeszkadzało jej to, że jest sama. Jaj mama lubiła powtarzać, że facet zmywa się, gdy pojawia się problem. Musiała ja poprzeć. Jej chłopak zmył się, gdy tylko oznajmiła mu, że jest z nim w ciąży. Jej rodzicielka zawsze była bezpośrednia. I za to ją kochała. Zawsze mogła na nią liczyć.
Matka Marty była drobną, lekko przygarbioną kobietą o ciepłym głosie. Często ją odwiedzała. Za każdym razem opowiadała jej miejscowe ploteczki. Matka była rozgadaną osobą, przez co mogła jej słuchać, praktycznie się nie odzywając i zapominając o zmartwieniach. Starsza kobieta mieszkała na przedmieściach. Było tam spokojnie i cicho w przeciwieństwie do wiecznie zatłoczonego miasta, w którym zamieszkała ciężarna.